sobota, 15 sierpnia 2015
wtorek, 9 grudnia 2014
Zrozumiałam też kolejną rzecz: trzeba podchodzić z dystansem do planów na przyszłość.
Nie można zaplanować zżycia od A do Z. Bo jutro może zdarzyć się coś takiego, co wywróci nasz poukładany świat do góry nogami i wszystko ulegnie zmianie.
A miłość... Miłość to nie tylko te motyle w brzuchu, które przyjemnie łaskoczą, to nie tylko te burze z piorunami, nieziemski seks.
Miłość to także zwykłe, szare dni.
To drugi człowiek, z którym jesteśmy na dobre i na złe.
Miłość ma czasem zapuchnięte oczy od nadmiaru łez, cóż, taka już ona jest."
czwartek, 4 września 2014
W końcu ...
Onomatopeja (harmonia naśladowcza, wyraz dźwiękonaśladowczy) – figura retoryczna, używana w poezji jako środek stylistyczny polegający na takim dobieraniu wyrazów (istniejących w mowie lub neologizmów albo glosolalii), aby naśladowały one swym brzmieniem opisywane zjawisko lub dźwięki wydawane przez opisywany przedmiot.
Onomatopeja to wyraz naśladujący dźwięki i odgłosy naturalne, w tym dźwięki wydawane przez zwierzęta. W języku polskim(i nie tylko) onomatopeja jest rdzeniem wielu wyrazów, również czasowników i rzeczowników (np. buczeć, buczenie, szumieć, szum).
Po dzisiejszej wizycie w bibliotece moja onomatopeja na dziś: MMMRRRRRRRRRRRRRRRRRRah :)
Sezon jesienny uważam za rozpoczęty :)
niedziela, 28 października 2012
Teraz j
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jak chyba w całym kraju tak i do nas tej nocy zawitała zima. A zima jest biała i zimna. Ależ odkrywcze stwierdzenie :) - jednak była to pierwsza myśl która zrodziła się w mojej głowie kiedy wystawiłam czubek stopy spod kołdry w lodowatą przestrzeń nieogrzewanego pokoju. W domu też więc zimowo - piec CO leży i czeka na montaż który mam nadzieję nastąpi szczęśliwie jutro.
Childhood in neighbourhood.
To jeszcze na szybko - czytelnia:
Jeden dzień - David Nicholls - mogłabym się o niej rozpisać, ale ponieważ muszę kończyć, powiem tylko tyle że książka jest magiczna - niby opowiada zwykłą historię życia dwójki ludzi, niby prosta historia jakich wiele, ale orze w mózgu rysę. I tyle. Coś w stylu Margaret Atwood. Piękne przesłanie.I dawne (mentalnie) - niedawne (tydzień temu) wspomnienie:
środa, 15 sierpnia 2012
Wczoraj że niby.
Na razie to przeczytałam 2 książki i umyłam 1 okno.
No dobra - kłamałam - nie chce mi się pisać.
Młodzi wrócili z wszelakich wojaży wakacyjnych - a ja mam po tych wojażach całą łazienkę prania - prać nie mogę bo nic nie schnie - zimnica taka.
Zawsze to powtarzam , że sierpień to już po lecie.
Dzieciaki z ojcem były na prawdziwym obozie.
Bez wody, mycie w misce ;)
Młody się zakochał - w 12 latce. Młoda się zakochała w całej grupie koleżanek. W Starym zakochała się cała grupa "dziewczyn starszych" - zaraz po przyjeździe do domu rozpoczęły szturm na Facebooku :)
OTO ALBUM WAKACYJNY
Książki to tak:
Grocholę w bibliotece omijam szerokim łukiem i spluwam trzy razy przez lewe ramię ;) Ale tak jakoś uległam przedurlopowej słabości i zaryzykowałam. I muszę powiedzieć że nawet się mile zaskoczyłam bo całkiem całkiem się czyta :)
poniedziałek, 9 lipca 2012
Będąc ostatnio w bibliotece 5 minut przed zamknięciem, z dwoma ogonami w 35stopniowym upale, wpadłam tam, oddałam książki i wyjęłam dwie pierwsze z brzegu z regału przy drzwiach opisanego "nowości".
Jak się okazało jedna z nich to jakiś horror o wampirach a'la "Zmierzch" (łomatkobosko chyba nawet nie zacznę bo też chyba nie trawię), a druga kryminał.
I kurdę ... zarąbisty!!!! Połknęłam go w dwa popołudnia. Czytajcie!!!!
środa, 22 lutego 2012


i jestem zachwycona :)
niedziela, 23 października 2011
niedziela, 7 sierpnia 2011
"Zielony trabant" - K.Gacek, A.Szczepańska
"Złote nietoperze" , G. Jeromin-Gałuszka
poniedziałek, 4 lipca 2011

Letnisko - Anne Rivers Siddonsśroda, 16 marca 2011
Julita i huśtawki- Hanna Kowalewska - b.b.b.b. dobra książka - napisana świetnym językiem, na 100% sięgnę po "Tego lata, w Zawrociu" tej autorki. Książka opowiada historię pewnego pokolenia urodzonego w czasach głębokiego PRLu w małej prowincjonalnej pipidówie (skądś to znam hehe) - studium charakterów, książka symboliczna i klimatyczna.
Gwiazdy w ogrodzie - Joanna Lustyk - sympatyczna ale słabiutka - taka akurat do pociągu ;) - książka miała być o czymś (krótka historia zawiązującej się przyjaźni między kilkuletnią dziewczynką sierotą a facetem artystą malarzem) ale w/g mnie wyszła o niczym :) Ale czyta się sympatycznie - i SZYBKO :) Nie warto :)
po tym jak stary wyzionął ducha (wziął i się spalił w trakcie odkurzania auta). Bezworkowy Samsung 2000 w :) Ale wypasiony mówię Wam :) Tylko nieco mnie przeraziło kiedy po kilku pociągnięciach po wykładinie zajrzałam przez szybkę do zbiornika na syf - aaaaaaaa!środa, 23 lutego 2011
Czytelnia - dawno nie było :)Właśnie kończę czytać takie oto tomiszcze:
Biała gardenia; Autor: Alexandra Belinda.
Zapowiadała się wybitnie, kończy się przeciętnie ale generalnie może być :)
sobota, 16 października 2010
Świadectwo prawdy - Jodi Picoult - książka jak najbardziej dobra i politycznie poprawna :))) - choć mogłaby się trochę mniej wlóc :) Podejrzewam, że książki tej autorki są wszystkie na jedną modłę choć mogę się mylić po przeczytaniu zaledwie dwóch. Trzecia leży w kolejce a więc okaże się czy moje podejrzenia są słuszne.
Opowieść podręcznej - Margaret Atwood - trzecia pozycja tej autorki którą przeczytałam i która jak dwie poprzednie mnie zmasakrowała. Daję osiem gwiazdek :) Kobieta albo jest geniuszem albo ćpała (lub jechała na dopalaczach :))) albo i jedno i drugie :)Zszokowana jest głównie Pani Monika (tj jego wychowawczyni) bo nie poznaje tego gościa. Przedszkolak pełną gębą, biegnie chętnie na salę, pięknie się bawi, uczestniczy, zjada dwa talerze zupy. Kilka dni temu wrócił ugryziony w policzek przez inne dziecko. Siniora miał jak talala. Oczywiście został odpowiednio poinstruowany co ma zrobić następnym razem, niestety nie omieszkał przekazać tych nauk pani Monice, która to miała niebywały ubaw kiedy jej je demonstrował ("sama mam dylemat co mojej córce radzić w takich sytuacjach" - jej córka chodzi do tej samej grupy). Może i niewychowawczo ale w takiej dżungli inaczej się chyba nie da ;)
W KONKURSIE PLASTYCZNYM.

Podprowadza mi dezodorant w kulce.
| Od Šilheřovice |
| Od Šilheřovice |
niedziela, 3 października 2010
Dziewiętnaście minut, Jodi Picoult - REWELACJA! :) Na pewno wśród książek które wezmę teraz z biblioteki będzie coś tej autorki.
Każdy dom potrzebuje balkonu, Rina Frank - zaczęłam czytać, przebrnęłam 50 stron i dalej chyba nie dam rady - kompletnie nie moje klimaty.piątek, 12 marca 2010
Luanne Rice "Gwiazdy prowadzą do domu":

Takie powiedzmy babskie czytadło, nie do końca pustak ale też nie arcydzieło ;) - tj czyta się przyjemnie chociaż od razu wiadomo jak się skończy a poza tym to mam wrażenie że widziałam jej filmową adaptację (lub ktoś wykorzystał scenę z rzucaniem szczeniaka z mostu w jakimś filmie). Ale może być :)
Stary wyjechał (że niby do pracy ehm ehm).
A ja ... mam w kuchni stary drewniany stół (ze strychu) w tym stole głęboką szufladę, a w tej szufladzie trzymam przepisy (kulinarne) i mam tam masakryczny burdel.
W związku z tym (i akcją porządkową) kupiłam zeszyt A4 w twardej okładce i wklejam te fruwające kartki i karteluszki. W oryginale. Bo ja nie wiem ale najlepiej robi mi się coś z przepisu który ktoś napisał mi na świstku, kawałku serwetki albo biletu pkp - najczęściej pamiętam od kogo i w jakich okolicznościach przyrody go dostałam, a jak np. taki przepis przepiszę sobie powiedzmy na kompie to juz robi się z tego przepis bez duszy.
Nie żebym nie miała nic poważniejszego do sprzątania ale to mnie już od dawna wkurzało, że za każdym razem musiałam to wszystko przekopać.
Jedno dziecko śpi, drugie dochodzi, a ja mam dwie nowe książki z biblioteki. Więc chyba już mi się nie chce przyklejać -azymut łóżko :)
Wzięłam dla Ani z biblioteki Dzieci z Bullerbyn - na próbę bo te wszystkie książki "dla dzieci" mnie wykańczają powtarzalnością i infantylnością fabuły (jeśli wogóle mają jakąś fabułę) - tudno o jakieś ciekawe pozycje - trochę obawiałam się że to dla niej jeszcze za trudne (w sensie że poważna powieść z rozdziałami:))) - ale nie! Przeczytałyśmy za jednym zamachem 3 rozdziały i jeszcze nie miała dosyć - widzę że ją zaciekawiło.
Zaczyna mnie znowu dziś głowa boleć (z samego rana zaliczyłam taką migrenę że mimo wzięcia procha 2 h konałam na biurku w pracy) .
W poniedziałek jest u nas w szkole spotkanie dla rodziców dzieci które mogą iść od września do szkoły - coś ala drzwi otwarte. Ja nie zamierzam dawać Ani do szkoły ale na to zebranie może się wybiorę z ciekawości :)
środa, 10 lutego 2010
Phoebe Weatherfieid Caulfieid
[...]
Phoebe ma zawsze tysiąc notesów. W życiu nie widziałem dziecka, które by gromadziło tyle notesów co ona. Otworzyłem pierwszy z brzegu i zajrzałem na pierwszą kartkę. Było tam napisane:
"Bereniko, musimy się spotkać w kloklo, mam coś szalenie ważnego do powiedzenia! "
Na pierwszej kartce tylko tyle. Na drugiej było więcej.
"Dlaczego w południowo-wschodniej Alasce jest tak dużo wytwórni konserw? Ponieważ jest tam mnóstwo łososi. Dlaczego rosną tam tak bujne lasy? Ponieważ klimat jest odpowiedni. Co zrobił nasz rząd, by ułatwić życie Eskimosom na Alasce?
Nauczyć się tego na jutro!!!
Phoebe Weatherfieid Caulfieid
Phoebe Weatherfieid Caulfieid
Phoebe Weatherfieid Caulfieid
Phoebe W. Caulfield.
Wielmożna panna Phoebe Weatherfieid Caulfield.
Proszę cię, podaj dalej do Shirley!!!
Shirley, powiedziałaś, że jesteś urodzona pod Strzelcem, ale to nieprawda, bo pod Bykiem. Jak do mnie przyjdziesz, przynieś koniecznie łyżwy. "
Tak siedząc przy biurku D.B. przeczytałem notes Phoebe od deski do deski. Nie potrzeba było na to wiele czasu, zresztą lubię takie rzeczy, dziecinne notatki małej Phoebe czy innego pętaka mógłbym czytać dniem i nocą. Szalenie mi się podobają.
Mam dokładnie to samo - choć wkurza mnie niewyobrażalnie to bałaganiarstwo, kiedy syf na Aniowym biurku osiaga punkt krytyczny - bardzo lubię robić jej na nim porządek - te jej karteczki, karteluszki, notesiki, rysunki, wyklejanki, koraliki, gazetki, jednorożce, kredki ... i cały ten dziewczyński klimbim :)
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Postanowiłam sobie niedawno że będę wynotowywać sobie ku pamięci książki które przeczytałam i moje subiektywne!!! uwagi na ich temat.
No więc przeczytałam ostatnio Szafranowe niebo - Lesley Lokko:

Choć zaczynała i zapowiadała się ciekawie - bardzo szybko zamieniła się w nudne i masakrycznie źle przetłumaczone flaki z olejem - bagatela 592 strony - (w zamyśle autorki - saga) coś jakby nowa wersja "Pogody dla bogaczy", gdzieś tak od połowy książki bez pomysłu na ciąg dalszy rozpoczętych wątków. Miałam problem dobrnąć do końca.
Generalnie książka z działu "nic nie wnosząca", powierzchowna i nudna :)
Dziś przytargałam z biblioteki następną jakąś niby babską (czy chce pani taką bardzo mądrą książkę, czy taką trochę luźniejszą? /pani bibliotekarka wie że nie czytam: romansideł, horrorów, kryminałów, trillerów - jestem więc trudna w obsłudze/ nieee - no bez przesady - aż taka mądra nie musi być - po siedzeniu cały dzień w mądrościach ustawodawczych hehe chcę się trochę odmóżdżyć :))).
No zobaczymy ale po pierwszym rozdziale coś mi zalatuje tandetą :)









