Mówiłaś mi zawsze - walcz. Walcz o siebie, walcz o swoje, zmień pracę, marnujesz się tutaj.
Mówiłaś mi zawsze - żyj. Jesteś młoda, nie trać czasu.
Mówiłaś mi zawsze - uwierz w siebie. Nie rezygnuj z marzeń, zasługujesz na szczęście.
Tyle przegadanych wspólnych śniadań, tyle przegadanych wieczorów w hotelowym pokoju.
Dopiero teraz widzę jak wiele racji było w tym co mówiłaś.
Czterdzieści-kilka lat to nie wiek na umieranie... nadal trudno w to uwierzyć że Ciebie już nie ma.
Spieszmy się kochać ludzi bo tak szybko odchodzą - może nieco wyświechtane słowa nabierają nowego znaczenia w taki dzień jak dziś.
Jolka, czekaj tam na mnie na górze, mam nadzieję że jeszcze się kiedyś spotkamy w lepszym życiu...
R.I.P + 12.09.2015 r.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łots ap?. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łots ap?. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 13 września 2015
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Jesteśmy śmieszną rasą, wiesz? Na oko trudno nas cenić i podziwiać.
Nie spełniamy nawet połowy wymagań, które postawił nam dobry Bóg.
Umoczył dłonie w glinie i z gliny nas wyrzeźbił.
Mamy jednak dwie wielkie zalety.
Pierwszą jest oczywiście zdolność kochania. Miłość.
Z miłością związane są współczucie i empatia.
Ta druga cecha, niech ją szlag trafi, jest dla nas po równi błogosławieństwem i przekleństwem.
Możemy ją nazwać sumieniem.
Dean Koontz – Inwazja
Dzisiejszego poranka o godzinie 4.10 doszłam do wniosku, że poziom mojej emaptii osiągnął stan chorobowy. Jeśli to w ogóle możliwe.
Czy można do tego stopnia odbierać emocje innych osób, ich stan obniżonego nastroju, smutek, zmartwienie że przeszkadza to w normalnym funkcjonowaniu? Okazuje się że można.
Bo jeśli budzisz się o bladym świcie przez sygnał emocjonalny - czyjąś odległą myśl wysyłaną we wszechbyt z uczuciem lęku i smutku zaciskającego się na gardle, to uznaję że zostały przekroczone granice do których przekroczenia dopuścić się nie powinno ... no ale cóż - stało się ... tak jakoś nieopatrznie ...
Męczę się z tym cholernie.
Ostatni dzień wakacji. O mój Boże ... od jutra zaczyna się jazda na wysokich obrotach od bladego świtu.
W tym roku jakoś odpuściłam stres przygotowawczy - zeszyty kupione w Biedronie, książki w kilku miejscach w sieci, ołówki i temperówki - dziś w pustawym Carrefourze ... w sumie nie ma się czym podniecać. No chyba że topniejącymi środkami na koncie.
Jestem zbyt zmęczona moim "wewnętrzem" żeby się denerwować sprawami ziemskimi...
Za dwa dni K. wyjeżdża 2973 km stąd (sprawdziłam w navi :))) w celu realizacji swojego przeznaczenia :) Emocje sięgają zenitu :)
Nie spełniamy nawet połowy wymagań, które postawił nam dobry Bóg.
Umoczył dłonie w glinie i z gliny nas wyrzeźbił.
Mamy jednak dwie wielkie zalety.
Pierwszą jest oczywiście zdolność kochania. Miłość.
Z miłością związane są współczucie i empatia.
Ta druga cecha, niech ją szlag trafi, jest dla nas po równi błogosławieństwem i przekleństwem.
Możemy ją nazwać sumieniem.
Dean Koontz – Inwazja
Dzisiejszego poranka o godzinie 4.10 doszłam do wniosku, że poziom mojej emaptii osiągnął stan chorobowy. Jeśli to w ogóle możliwe.
Czy można do tego stopnia odbierać emocje innych osób, ich stan obniżonego nastroju, smutek, zmartwienie że przeszkadza to w normalnym funkcjonowaniu? Okazuje się że można.
Bo jeśli budzisz się o bladym świcie przez sygnał emocjonalny - czyjąś odległą myśl wysyłaną we wszechbyt z uczuciem lęku i smutku zaciskającego się na gardle, to uznaję że zostały przekroczone granice do których przekroczenia dopuścić się nie powinno ... no ale cóż - stało się ... tak jakoś nieopatrznie ...
Męczę się z tym cholernie.
Ostatni dzień wakacji. O mój Boże ... od jutra zaczyna się jazda na wysokich obrotach od bladego świtu.
W tym roku jakoś odpuściłam stres przygotowawczy - zeszyty kupione w Biedronie, książki w kilku miejscach w sieci, ołówki i temperówki - dziś w pustawym Carrefourze ... w sumie nie ma się czym podniecać. No chyba że topniejącymi środkami na koncie.
Jestem zbyt zmęczona moim "wewnętrzem" żeby się denerwować sprawami ziemskimi...
Za dwa dni K. wyjeżdża 2973 km stąd (sprawdziłam w navi :))) w celu realizacji swojego przeznaczenia :) Emocje sięgają zenitu :)
wtorek, 18 sierpnia 2015
Kiedy życie rozpoczyna historię którą będzie dla ciebie opowiadać, nie daje sygnałów
ostrzegawczych w postaci początkowych napisów i chwytliwego tytułu.
Splot drobnych
wydarzeń, spotkanych ludzi, pozornych zbiegów okoliczności sprawia, że nieświadomie
stajesz się głównym aktorem na tylko tobie znanej scenie.
Ostatni rok obfitował
w tak wiele skrajnych emocji, że trudno mi znaleźć początek tej opowieści.
Skupmy się na grudniu
2014 roku.
Czas przedświątecznego poruszenia.
Za oknami aura niezimowa, w sercu aura nieświąteczna.
Czas przedświątecznego poruszenia.
Za oknami aura niezimowa, w sercu aura nieświąteczna.
Kolejne wyzwanie z
poczucia obowiązku i przyzwoitości.
Kiedy dziś spojrzę wstecz wydaje mi się, że całe życie robię coś dla kogoś. Wciąż poświęcam swoje marzenia, pragnienia, ambicje i własne ja w imię wielkich słów: szlachetność, miłość, oddanie.
Kiedy dziś spojrzę wstecz wydaje mi się, że całe życie robię coś dla kogoś. Wciąż poświęcam swoje marzenia, pragnienia, ambicje i własne ja w imię wielkich słów: szlachetność, miłość, oddanie.
Za gardło chwyta cię i
kąsa radośnie świadomość minionych lat, w czasie których pogrzebałaś żywcem
swoje marzenia o ciekawym życiu i pasjach, na które przecież – ja wszyscy
obserwatorzy zgodnie twierdzą - zasługujesz. Wierzyłaś że wystarczy być
szczerą, szlachetną i brać serio słowo „obowiązek” – a spotka cię zasłużona
nagroda.
Gówno prawda.
Takie rzeczy tylko w
filmach.
Hiena zwana życiem
szczerzy radośnie zęby.
Nie jestem bez win, to
prawda. Jednakże spadając w przepaść chwytasz każdą wyciągniętą do ciebie rękę
nie mając czasu ani potrzeby analizowania intencji ani tego kto jest jej
właścicielem. Ręka znaczy życie. I tylko to jest w tym momencie istotne.
A jednak wstrząs to także odrodzenie. Nowe życie. Druga szansa. Boże (jeśli tam jesteś) nie pozwól mi jej zmarnować.
A jednak wstrząs to także odrodzenie. Nowe życie. Druga szansa. Boże (jeśli tam jesteś) nie pozwól mi jej zmarnować.
Początek najbardziej chyba
zwariowanego jak do tej pory okresu w moim życiu.
Symboliczna, bo pierwsza znajomość nowego typu otwierająca szczególny dla mnie okres, trzymających mnie w pionie wirtualnych przyjaźni, uniesień i rozczarowań.
Symboliczna, bo pierwsza znajomość nowego typu otwierająca szczególny dla mnie okres, trzymających mnie w pionie wirtualnych przyjaźni, uniesień i rozczarowań.
Kompletnego odwrócenia do góry nogami sposobu postrzegania
świata, problemów i radości.
Bogata w emocje, rzeczy dziwne, radosne, miłe, smutne i przerażające.
Studium ludzkich duszy ubrane w nowoczesną formę.
Duchowa huśtawka.
Bogata w emocje, rzeczy dziwne, radosne, miłe, smutne i przerażające.
Studium ludzkich duszy ubrane w nowoczesną formę.
Duchowa huśtawka.
Jednym słowem – to jest
kurde coś! :)
I naprawdę nie był to tani „podryw”.
Celowo używam cudzysłowu bo podryw to
przenośnia.
Tani podryw to tekst w stylu (cytując mój ukochany film) – „sukienka powinna być ci wdzięczna że ją nosisz”.
Tani podryw to tekst w stylu (cytując mój ukochany film) – „sukienka powinna być ci wdzięczna że ją nosisz”.
Przedmiotowy osobnik zastosował „podryw”
wysublimowany.
Oświadczył mi mianowicie
że czytał Trylogię Sienkiewicza.
Czym mnie z miejsca zabił.
Chłoptaś jakiś niewiadomocoto z jakiegoś dzikiego kraju w Afryce, ze starożytnego miasta o którym do tej chwili myślałam że istnieje już od wieków tylko na kartach historii (coś jak Atlantyda) pisze mi o Trylogii. Sienkiewicza.
Chłoptaś jakiś niewiadomocoto z jakiegoś dzikiego kraju w Afryce, ze starożytnego miasta o którym do tej chwili myślałam że istnieje już od wieków tylko na kartach historii (coś jak Atlantyda) pisze mi o Trylogii. Sienkiewicza.
I o Tołstoju.
O kurde.
Dni płynęły życie się
działo, nastało Boże Narodzenie. Był późny wieczór/noc, oglądałam któryś z filmów Kinga w TV (chyba "Sklepik z marzeniami") – odzywa się mój telefon:
– co robisz?
- oglądam Kinga w TV. Uwielbiam jego książki.
- Ja też! Czy wiesz że pierwszą Powieść którą napisał – Carrie – wyrzucił do śmieci przed jej ukończeniem i znalazła ją jego żona. Namówiła go do ukończenia i oddania wydawcy? Zawdzięcza żonie karierę!
- oglądam Kinga w TV. Uwielbiam jego książki.
- Ja też! Czy wiesz że pierwszą Powieść którą napisał – Carrie – wyrzucił do śmieci przed jej ukończeniem i znalazła ją jego żona. Namówiła go do ukończenia i oddania wydawcy? Zawdzięcza żonie karierę!
- eeeee, naprawdę? Nie
wiedziałam. (kurde skąd on wie takie rzeczy).
- powiedz mi dlaczego
jesteś nieszczęśliwa?
Tej nocy zabił mnie po
raz drugi ponieważ nie znał ani jednego faktu z mojego prywatnego życia. Nic na
podstawie czego mógłby spytać mnie o coś takiego.
- dlaczego sądzisz że
jestem nieszczęśliwa?
- jest noc Bożego Narodzenia.
A ty siedzisz sama i oglądasz horror w tv.
To był początek nowej
formy istnienia - międzykontynentalna więź umysłów i zbolałych dusz :D
Przyjaźń w czystej i głębokiej postaci.
Przyjaźń w czystej i głębokiej postaci.
WSPÓLNE milczenie (trwające
czasem tygodniami) to też forma przyjaźni. Teraz to wiem ;)
***
- Agata ... jesteś tam? ... czuję smutek …
- czujesz smutek…? Powiedz ... dlaczego?
- Agata ... jesteś tam? ... czuję smutek …
- czujesz smutek…? Powiedz ... dlaczego?
- kobieta
- kobieta – co?
- kobiety są źródłem smutku ...
- kobiety są źródłem smutku ...
No ba!
piątek, 14 sierpnia 2015
To jest już nie do zniesienia.
Tyle dni pod rząd temperatury otoczenia podchodzącej pod 40 stopni w cieniu sprawia że czuję się jak cysterna na wodę z miętą.
W poradniku na upały przeczytałam żeby unikać podejmowania ważnych decyzji. No więc będąc w pracy - unikam :D :D :D
Pracowy zestaw survivalowy (książka w e-booku jest mi niezbędna do przetrwania ponieważ jest doskonała i nie umiem się oderwać, czytam pod biurkiem pomiędzy raportami)
Tyle dni pod rząd temperatury otoczenia podchodzącej pod 40 stopni w cieniu sprawia że czuję się jak cysterna na wodę z miętą.
W poradniku na upały przeczytałam żeby unikać podejmowania ważnych decyzji. No więc będąc w pracy - unikam :D :D :D
Pracowy zestaw survivalowy (książka w e-booku jest mi niezbędna do przetrwania ponieważ jest doskonała i nie umiem się oderwać, czytam pod biurkiem pomiędzy raportami)
Wczoraj - przegląd auta (dostałam czekoladę w stanie płynnym :) - nie powiem nieźle denerwowałam się czy przegląd przejdzie bo pojechałam na niego "z marszu" a auto już niemłode.
Po zakończonej robocie, kiedy pan przeglądający wrócił do biura dopytuję się:
- no i co i co?
- a co się pani tak denerwuje, wszystko gra
- no wie pan jaki to stres ten przegląd auta .... prawie jak wizyta u ginekologa
-!?!?!?!?!
poniedziałek, 10 sierpnia 2015
MILITARY SCAMMERS! This post is especially for you!!! :)
Dziś ostrzegam w nawiązaniu do poprzedniego posta.
Uwaga uwaga, szczególnie panie (nie wiem może panowie też ale jako że nie jestem to brak mi doświadczeń).
Nie byłabym taka wredna i być może nawet miała ubaw, a nawet może czułabym szacunek do dobrze zorganizowanego i błyskotliwego oszusta. No bo w sumie szacun dla każdego kto potrafi coś perfekcyjnie, choćby to był mniej lub bardziej zaawansowany bajer :D
Ale dziś szarpnięto mi nerwa bo na miłość boską ... JAK MOŻNA (próbować) być oszustem będąc równocześnie mało sprytnym, żeby nie powiedzieć TĘPYM. A także brać mnie za taką idiotkę? Czy ja naprawdę tak wyglądam??? :D
Jak można dopuścić, że twoja ofiara na samym starcie wyprzedza cię o krok lub dwa a nawet trzy.
Ja już nawet się nie czepiam faktu że osoba podająca się za powiedzmy (rdzennego) Amerykanina robi błędy gramatyczne rodem z Google Translator.
Ja już nawet się nie czepiam że każdy z was panowie jest samotnym, stosunkowo młodo owdowiałym ojcem nieletniego syna poszukującym drugiej połówki (nuuuddaaaaaa).
Ja już nawet się nie czepiam że pierwsze pytanie jakie zadajecie na dzień dobry brzmi: czy jesteś mężatką i masz dzieci (nieeeee no w ogóle nie można się domyślić intencji, wcale a wcaleeeee :D )
Ale to że każdy z was pracuje w US Army to już mało oryginalne przegięcie (za mundurem panny sznurem???)
Przechodzę do sedna - uwaga, uwaga, uwaga!!! ponieważ uaktywniła się jakaś szajka czy nowe zjawisko, nie wiem, jak zwał tak zwał - nazwijmy je - atak matrymonialnych dupków.
Fałszywe konta na różnego rodzaju komunikatorach z wykorzystaniem skradzionych z sieci zdjęć - ja akurat miałam do czynienia z osobami wykorzystującymi zdjęcia oficerów US Army ale może są inne odmiany.
Procedura jest podobna - zagaduje cię ktoś, zaczepia, próbuje dodać do znajomych itd - przedstawia się (samotny ojciec, syn na pokładzie, praca w US Army, najczęściej na misji, placówce czy innym zagranicznym badziewiu czyli poza domem, mój pierwszy wielbiciel pojechał po bandzie ponieważ był generałem na misji w Kabulu :D : D :D ), chętnie wysyła zdjęcia, prosi o twoje, szybko się zakochuje i chce się żenić drugiego dnia znajomości :D
HAHAHAHA
W sumie czemu nie :D
Nie dociekłam jednak jaki jest zasadniczy cel tychże oszustów - nie wytrzymałam nerwowo (nerwowy chichot) całej procedury rozpracowania tematu.
Niezbędnik początkującego szpiega:
1. Wyszukiwarka/skaner zdjęć: https://images.google.com/
Bierzecie zdjęcie przesłane wam (ew. zamieszczone jako profilowe) przez przedmiotowego oficera, ładujecie do powyższego narzędzia i przeszukujecie sieć w poszukiwaniu tegoż (lub podobnego) zdjęcia.
.... po czym wyszukiwarka zazwyczaj podsunie wam link do drugiej pozycji niezbędnika:
2. Romance Scam
To wystarczy.
Co ciekawe że niektórzy nawet po ich zdemaskowaniu (np podaniu linku do konkretnego wątku na powyższym forum) upierają się że nie są oszustami i że to REALLY MY PICTURE!!!
Ale podejrzewam że to już jakaś skrajna schizofreniczna odmiana głupoty.
Ach no i wspólna cecha - panowie są czarujący ... no serio idzie się zakochać zaraz pierwszego dnia :D :D :D No ale ... to ich na starcie demaskuje ponieważ tacy faceci zwyczajnie nie istnieją! :D :D :D Zastanawiałam się tylko skąd biorą te teksty bo no przecież że sami ich nie wymyślają - to jednak proste, oczywiście znajdują w sieci :)
Teksty pisane w 1 i 2 dniu "znajomości" - "zaczepka" na Skypie :)
Uwaga uwaga, szczególnie panie (nie wiem może panowie też ale jako że nie jestem to brak mi doświadczeń).
Nie byłabym taka wredna i być może nawet miała ubaw, a nawet może czułabym szacunek do dobrze zorganizowanego i błyskotliwego oszusta. No bo w sumie szacun dla każdego kto potrafi coś perfekcyjnie, choćby to był mniej lub bardziej zaawansowany bajer :D
Ale dziś szarpnięto mi nerwa bo na miłość boską ... JAK MOŻNA (próbować) być oszustem będąc równocześnie mało sprytnym, żeby nie powiedzieć TĘPYM. A także brać mnie za taką idiotkę? Czy ja naprawdę tak wyglądam??? :D
Jak można dopuścić, że twoja ofiara na samym starcie wyprzedza cię o krok lub dwa a nawet trzy.
Ja już nawet się nie czepiam faktu że osoba podająca się za powiedzmy (rdzennego) Amerykanina robi błędy gramatyczne rodem z Google Translator.
Ja już nawet się nie czepiam że każdy z was panowie jest samotnym, stosunkowo młodo owdowiałym ojcem nieletniego syna poszukującym drugiej połówki (nuuuddaaaaaa).
Ja już nawet się nie czepiam że pierwsze pytanie jakie zadajecie na dzień dobry brzmi: czy jesteś mężatką i masz dzieci (nieeeee no w ogóle nie można się domyślić intencji, wcale a wcaleeeee :D )
Ale to że każdy z was pracuje w US Army to już mało oryginalne przegięcie (za mundurem panny sznurem???)
Przechodzę do sedna - uwaga, uwaga, uwaga!!! ponieważ uaktywniła się jakaś szajka czy nowe zjawisko, nie wiem, jak zwał tak zwał - nazwijmy je - atak matrymonialnych dupków.
Fałszywe konta na różnego rodzaju komunikatorach z wykorzystaniem skradzionych z sieci zdjęć - ja akurat miałam do czynienia z osobami wykorzystującymi zdjęcia oficerów US Army ale może są inne odmiany.
Procedura jest podobna - zagaduje cię ktoś, zaczepia, próbuje dodać do znajomych itd - przedstawia się (samotny ojciec, syn na pokładzie, praca w US Army, najczęściej na misji, placówce czy innym zagranicznym badziewiu czyli poza domem, mój pierwszy wielbiciel pojechał po bandzie ponieważ był generałem na misji w Kabulu :D : D :D ), chętnie wysyła zdjęcia, prosi o twoje, szybko się zakochuje i chce się żenić drugiego dnia znajomości :D
HAHAHAHA
W sumie czemu nie :D
Nie dociekłam jednak jaki jest zasadniczy cel tychże oszustów - nie wytrzymałam nerwowo (nerwowy chichot) całej procedury rozpracowania tematu.
Niezbędnik początkującego szpiega:
1. Wyszukiwarka/skaner zdjęć: https://images.google.com/
Bierzecie zdjęcie przesłane wam (ew. zamieszczone jako profilowe) przez przedmiotowego oficera, ładujecie do powyższego narzędzia i przeszukujecie sieć w poszukiwaniu tegoż (lub podobnego) zdjęcia.
.... po czym wyszukiwarka zazwyczaj podsunie wam link do drugiej pozycji niezbędnika:
2. Romance Scam
To wystarczy.
Co ciekawe że niektórzy nawet po ich zdemaskowaniu (np podaniu linku do konkretnego wątku na powyższym forum) upierają się że nie są oszustami i że to REALLY MY PICTURE!!!
Ale podejrzewam że to już jakaś skrajna schizofreniczna odmiana głupoty.
Ach no i wspólna cecha - panowie są czarujący ... no serio idzie się zakochać zaraz pierwszego dnia :D :D :D No ale ... to ich na starcie demaskuje ponieważ tacy faceci zwyczajnie nie istnieją! :D :D :D Zastanawiałam się tylko skąd biorą te teksty bo no przecież że sami ich nie wymyślają - to jednak proste, oczywiście znajdują w sieci :)
Teksty pisane w 1 i 2 dniu "znajomości" - "zaczepka" na Skypie :)
*You are the missing piece that i have been seeking for so long.
i am the happiest person now that you completed me.
i am the happiest person now that you completed me.
*babe you are too kind and beautiful you don't deserve such treatment from
any man you need a honest and humble man who will respect you and love you for
the rest of your life i promise to be there for you. you are a special woman in
my life i will pamper you with alot of love and i will be humble and honest to
you for the rest of my life
*My queen, in the rest of my life I will always be your guardian angel
*Babe i'm feel that love for you , i have never feel this way to any woman
before you are the first to me, i want you to understnd
*Babe i;m here with you to make you feel good my purpose to you is to
bering happiness to your life for every and every
*Babe i will pamper you with alot of joy i want you to be happy always
don't feel bad/sad anymore i will alway be they for you any time
*babe you are the most special woman i have meet for the pass 5
years right now, i fine my self very difficult to laugh but for the two days i
have know you i fine my self smile you are something else to me
*Babe you have not fine the right man besize you that was why you dont
believe in love. i promise to show you real love in the rest of your life
*My biggest reward is to see you smile, know you are happy, and feel you
are loved. I know life is sometimes cruel, but that’s why I’m here, to show you
that life can be good when somebody cares
*Babe don'tgo for looks, they can deceive. don’t go for wealth, it even
fades away. go for someone who makes you smile because it takes only a smile to
make a dark day seem bright i'm here to make you smile for the rest of our life
i love you very much
*I love my life because it gave me you i love you because you are my life
*Babe being with you is like having every single one of my wishes come true
i love you with my heart my soul and my body
*Babe having you in my life makes everything so special and beautiful to
me i love you with my heart my soul and my body
*Babe you may not be here with me.but thoughts of you always in my heart.
i miss you.very much
*Babe all my dreams came true on the day that I met you
*Agata you are the sun in my day, the wind in my sky,
the waves in my ocean, and the beat in my heart
*My king to my queen my treasure priceless and the one who make me feel
like a royal highness i say have a great day. I love you yesterday today and
every other day you how a very special woman n my life
Tak mi mów, tak mi mów :P
THE END :)Tak mi mów, tak mi mów :P
poniedziałek, 2 lutego 2015
Ostatni czas nabrał dla nie przedziwnej stabilizacji.
Piszę „przedziwnej” bo chyba nie do końca mieści się w standardach ogólnie przyjętej normalności ;) – jednak skoro zaczęłam śnić (sny) to dla mnie oznacza wewnętrzny spokój.
Doba nabrała nowego rytmu i tempa – dużo spokoju, muzyki, filmów, książek i rozmów, rozmów, rozmów ...
Ogólnie - wyciszenia przeplatanego dawaną i przyjmowaną serdecznością.
Zaczął się luty który co roku jest dla mnie jakimś specjalnym czasem zadumy – niewątpliwie dlatego że to miesiąc moich urodzin, ale także wzmożonego przednówkowego wyczekiwania na wiosnę.
Pierwsze wiosenne kwiaty które zazwyczaj dostaję w lutym i wyrazy sympatii bliższych i dalszych znajomych – budują i napawają optymizmem i wiarą w to że radość z życia nie musi być dożywotnio reglamentowana ;)
Oczywiście musi być równowaga w przyrodzie (w której to napastnik uderza z innej, nie przewidzianej w dotychczasowej strategii flanki) – bo inaczej pewnie nadmiar szczęścia by mnie zabił :D
Pracę jakoś zlewam - tj nie sensie nie dopełniania obowiązków - ale jakoś nic mnie ostatnio nie jest w stanie wnerwić i wyprowadzić z równowagi ...;) 6 lat pracy w "świecie Orwella" do czegoś w końcu zobowiązuje :)
J. w szpitalu od wczoraj – dziś zabieg na przepuklinę – już po – mam nadzieję że wszystko będzie ok. Dzwonił że jak na razie dobrze tylko boli.
Ferie zimowe rozpoczęte ale na razie dopóki J. nie wypuszczą to nawet nie myślę o jakichkolwiek planach – może uda się tradycyjnie dzieci wywieźć do dziadków na tydzień – są tam u nich szczęśliwi ;)
Trochę sprzątam w domu jednak bez przekonania, umyłam kilka okien – wydawało mi się że są czyste do momentu zdjęcia firan :D
No i nadrabiam zaległości kuchenne (wyciszam się i przemyślam w trakcie) w myśl ostatnio zasłyszanego (podobno) żartu (który z jednej strony poruszył mnie do głębi a z drugiej strony bardzo mnie rozbawił :):
Piszę „przedziwnej” bo chyba nie do końca mieści się w standardach ogólnie przyjętej normalności ;) – jednak skoro zaczęłam śnić (sny) to dla mnie oznacza wewnętrzny spokój.
Doba nabrała nowego rytmu i tempa – dużo spokoju, muzyki, filmów, książek i rozmów, rozmów, rozmów ...
Ogólnie - wyciszenia przeplatanego dawaną i przyjmowaną serdecznością.
Zaczął się luty który co roku jest dla mnie jakimś specjalnym czasem zadumy – niewątpliwie dlatego że to miesiąc moich urodzin, ale także wzmożonego przednówkowego wyczekiwania na wiosnę.
Pierwsze wiosenne kwiaty które zazwyczaj dostaję w lutym i wyrazy sympatii bliższych i dalszych znajomych – budują i napawają optymizmem i wiarą w to że radość z życia nie musi być dożywotnio reglamentowana ;)
Oczywiście musi być równowaga w przyrodzie (w której to napastnik uderza z innej, nie przewidzianej w dotychczasowej strategii flanki) – bo inaczej pewnie nadmiar szczęścia by mnie zabił :D
Pracę jakoś zlewam - tj nie sensie nie dopełniania obowiązków - ale jakoś nic mnie ostatnio nie jest w stanie wnerwić i wyprowadzić z równowagi ...;) 6 lat pracy w "świecie Orwella" do czegoś w końcu zobowiązuje :)
J. w szpitalu od wczoraj – dziś zabieg na przepuklinę – już po – mam nadzieję że wszystko będzie ok. Dzwonił że jak na razie dobrze tylko boli.
Ferie zimowe rozpoczęte ale na razie dopóki J. nie wypuszczą to nawet nie myślę o jakichkolwiek planach – może uda się tradycyjnie dzieci wywieźć do dziadków na tydzień – są tam u nich szczęśliwi ;)
Trochę sprzątam w domu jednak bez przekonania, umyłam kilka okien – wydawało mi się że są czyste do momentu zdjęcia firan :D
No i nadrabiam zaległości kuchenne (wyciszam się i przemyślam w trakcie) w myśl ostatnio zasłyszanego (podobno) żartu (który z jednej strony poruszył mnie do głębi a z drugiej strony bardzo mnie rozbawił :):
Polish women can’t bake ;):
środa, 21 stycznia 2015
Nie wiem dlaczego ale w ostatnim czasie nie umiem przestać tego słuchać ... ja tonę :)
Cukiereczek :)
Ciężkie czasy nastały ... poza doroczną tradycyjną styczniową orką sprawozdawczą w pracy - czasy wypełnione bólem istnienia i natłokiem myśli.
Trwaniem w próżni niebytu.
Czekaniem na niejasność.
Chwała za samozwańczą grupę wsparcia!!! - rozmowy o życiu, konfesjonalne zwierzenia, filozoficzne rozprawki, wspólne domowe kino, śmiech i łzy.
Książki ... w końcu ... znowu czytam - testuję czytnik e-booków - o dziwo da się go lubić!
Pierwszy raz rozmyślam i dyskutuję z pasją o literaturze ...uwierzyłam w to że to kocham, że potrafię i że posiadam solidne podglebie (cóż za cudowne słowo nieprawdaż?! :) haha
Odkurzam dawne umiejętności...
Niebo (dosłownie i w przenośni) permanentnie zaciągnięte chmurami wprowadza mnie w stan depresyjnej autohipnozy.
Czekam na wiosenne ocieplenie.
Kiedy znowu będę mogła otworzyć szeroko okna i wywietrzyć kąty ze złych duchów.
Wierzę że wciąż wytęskniona wiosna kiedyś nadejdzie ...
I don't know what is going on
You turn around and touch my heart
A silent moment speaks the truth
Something has happened all at once
It should have scared me in advance
But I was falling in those eyes of yours
And so
Fear was gone
I knew there was nothing else
I'd ever want
I know you
You're not from here
I've waited for you to appear
To take my breath away
And make me weep
You're not from here
Not from this here and now
You turn around and touch my heart
A silent moment speaks the truth
Something has happened all at once
It should have scared me in advance
But I was falling in those eyes of yours
And so
Fear was gone
I knew there was nothing else
I'd ever want
I know you
You're not from here
I've waited for you to appear
To take my breath away
And make me weep
You're not from here
Not from this here and now
Cukiereczek :)
Ciężkie czasy nastały ... poza doroczną tradycyjną styczniową orką sprawozdawczą w pracy - czasy wypełnione bólem istnienia i natłokiem myśli.
Trwaniem w próżni niebytu.
Czekaniem na niejasność.
Chwała za samozwańczą grupę wsparcia!!! - rozmowy o życiu, konfesjonalne zwierzenia, filozoficzne rozprawki, wspólne domowe kino, śmiech i łzy.
Książki ... w końcu ... znowu czytam - testuję czytnik e-booków - o dziwo da się go lubić!
Pierwszy raz rozmyślam i dyskutuję z pasją o literaturze ...uwierzyłam w to że to kocham, że potrafię i że posiadam solidne podglebie (cóż za cudowne słowo nieprawdaż?! :) haha
Odkurzam dawne umiejętności...
Niebo (dosłownie i w przenośni) permanentnie zaciągnięte chmurami wprowadza mnie w stan depresyjnej autohipnozy.
Czekam na wiosenne ocieplenie.
Kiedy znowu będę mogła otworzyć szeroko okna i wywietrzyć kąty ze złych duchów.
Wierzę że wciąż wytęskniona wiosna kiedyś nadejdzie ...
czwartek, 11 grudnia 2014
Przeraża mnie lekko społeczeństwo w którym funkcjonuję.
Nie
wiem czy nie zauważałam do tej pory pewnych rzeczy czy ja się zmieniłam czy zmienili
się ludzie wokół mnie ...
Nienawiść, zawiść, hejterstwo ... na każdym kroku każdego dnia
... nie można napisać czegokolwiek publicznie żeby nie zostać zaatakowanym
przez sieciowe hieny :) hehe
Nawet stwierdzenie, że "deszcz
pada" wywołuje agresję...
Ludzie, co z wami jest???
Gdzie serdeczność, uśmiech, dobre słowo ... gdzie jaksięmasz
i haveaniceday?!
Ogarnijcie się!!!
Osobny temat to ksenofobia. Jakoś nie zauważałam tego, choć
istniejącego (a jakże) zjawiska ... no może nie tyle nie zauważałam co jakoś nie zastanawiałam się nad tym co słyszę, nie dotykało mnie to ... do czasu kiedy od niedawna na liście moich znajomych
na FB pojawił się (znajomy znajomej) obcokrajowiec z muzułmańskiego kraju.
Czego ja już w tym krótkim czasie nie usłyszałam w swoim otoczeniu o Arabach (przy okazji dostało się też Żydom i Murzynom) .... dżizas .... bogaty
zestaw epitetów negatywnie superlatywnych ... co ciekawe od ludzi którzy nie znają nikogo z tej nacji, nic nie wiedzą o danej kulturze czy religii, nigdy nie odwiedzili danego kraju lub odwiedzili go może wyłącznie w roli turysty nie wytykającego nosa poza hotelowy basen i bar z drinkami ...
I tak się zastanawiam ... ONI są źli (bo tak słychać w mediach oraz opowieściach z krypty) a my?
Idealni?
Przestrzegający
zasad religijnych?
Empatyczni?
Serdeczni?
Pełni miłości bliźniego?
Uczciwi?
Prostolinijni?
Pełni szacunku?
...
...
Tak .... faktycznie ... TYMI WŁAŚNIE wartościami zabawione są wypowiedzi o których piszę ...
«Kto z was jest bez
grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem» J
7:53-8:11
Pieter Bruegel: Christ and the Woman Taken in Adultery
sobota, 6 grudnia 2014
Dotarłam do takiego etapu kiedy liczba synaps łączących mnie ze znajomymi osiągnęła poziom przekraczający potencjał techniczny mojego centrum dowodzenia :)
W ciągu 6 h które spędziłam wczoraj za kierownicą (a wiec nie odbierając ich ponieważ ciężko to robić na autostradzie) wracając z Puław dostałam 23 wiadomości sms oraz msg.
W tematach różnych.
Od naukowych i zawodowych poprzez kulinarne na życiowych kończąc (te dominują i spędzają mi sen z powiek).
Zaczyna mi brakować doby na własne życie a mój stan przypomina permanentnego kaca.
No ale to chyba znaczy że wielka rodzina bliskich i dalszych znajomych potrzebuje mnie do życia :D
Do tego telefon mi padł i jadę na moim starym który jest tak mułowaty że nie wyrabiam.
Widzę że dawno mnie tu nie było :)
Listopad przeleciał nie wiem kiedy.
Grudzień leci też nie wiem kiedy.
Podobno za NIECAŁE dwa tygodnie są święta????
To jest niemożliwe tak mi się wydaje ....
Nawet nie zaczęłam o nich myśleć.
Wczoraj wróciłam z Puław gdzie byłam na kursie włośniowym.
Nigdy w życiu nie zjem dzika. No chyba że będzie poddany badaniu laboratoryjnemu metodą wytrawiania.
W próbce zbadanej pod mikroskopem na szkiełku znaleźliśmy 2 sztuki, pewnie tylko dlatego że wiedzieliśmy że to mięso z inwazją i na 100% coś ma.
Tę samą próbkę poddaliśmy wytrawianiu i znaleźliśmy je wszystkie a było ich 23. Na temat wiarygodności i dokładności pierwszego badania niech każdy sobie odpowie sam.
Przy okazji pobytu w Puławach odebrałam dyplom ze specjalizacji :) Fajny.
I złote V do wpięcia w klapę marynarki :P
Marynarki nie dali w zestawie więc nie mam w co wpiąć :)
W ciągu 6 h które spędziłam wczoraj za kierownicą (a wiec nie odbierając ich ponieważ ciężko to robić na autostradzie) wracając z Puław dostałam 23 wiadomości sms oraz msg.
W tematach różnych.
Od naukowych i zawodowych poprzez kulinarne na życiowych kończąc (te dominują i spędzają mi sen z powiek).
Zaczyna mi brakować doby na własne życie a mój stan przypomina permanentnego kaca.
No ale to chyba znaczy że wielka rodzina bliskich i dalszych znajomych potrzebuje mnie do życia :D
Do tego telefon mi padł i jadę na moim starym który jest tak mułowaty że nie wyrabiam.
Widzę że dawno mnie tu nie było :)
Listopad przeleciał nie wiem kiedy.
Grudzień leci też nie wiem kiedy.
Podobno za NIECAŁE dwa tygodnie są święta????
To jest niemożliwe tak mi się wydaje ....
Nawet nie zaczęłam o nich myśleć.
Wczoraj wróciłam z Puław gdzie byłam na kursie włośniowym.
Nigdy w życiu nie zjem dzika. No chyba że będzie poddany badaniu laboratoryjnemu metodą wytrawiania.
W próbce zbadanej pod mikroskopem na szkiełku znaleźliśmy 2 sztuki, pewnie tylko dlatego że wiedzieliśmy że to mięso z inwazją i na 100% coś ma.
Tę samą próbkę poddaliśmy wytrawianiu i znaleźliśmy je wszystkie a było ich 23. Na temat wiarygodności i dokładności pierwszego badania niech każdy sobie odpowie sam.
Przy okazji pobytu w Puławach odebrałam dyplom ze specjalizacji :) Fajny.
I złote V do wpięcia w klapę marynarki :P
Marynarki nie dali w zestawie więc nie mam w co wpiąć :)
niedziela, 26 października 2014
Reakcja łańcuchowa odpalona.
Młody 37,7 st. o poranku.
Młoda jest u Bliźniaczek na noc więc nie wiem.
U mnie na razie tylko gardło chrypi ale że młody spędził dziś noc w moim łóżku to pewnie jakiegoś bakcyla mi sprzedał.
Miałam iść rano biegać ale z powodu tego chrypienia i z powodu lekkiego kaca (hłehłe) - a plan miałam podjechać gdzieś autem i pobiegać po lesie, nie wiem jak tam z moimi promilami ;) - na razie sobie odpuszczam, zobaczymy wieczorem.
Inna reakcja łańcuchowa która odpaliła się sama lecz na razie nie wiem w jaki sposób to taka, że spada mi waga ... zaznaczam że się nie odchudzam, jem w miarę potrzeb (zmieniłam tylko kilka niezdrowych nawyków), a czasem tylko się przebiegnę lub coś poćwiczę. Dobre -4 kg mniej w ostatnim czasie (rano wchodziłam 3 razy na wagę przecierając oczy ...)
W powiązaniu z moimi ostatnimi poważnymi dolegliwościami trawiennymi i złym samopoczuciem należy przypuszczać że mam w sobie jakieś zwierzę ;) Niektórzy twierdzą że niejedno haha :)
Co do zmian nawyków to na przykład: zamieniłam drożdżówki z makiem na śniadanie na paćkę*:
*Maria B. nie wiem czemu tak toto ochrzciła i się przyjęło przez aklamację ;)
Po zjedzeniu takiego śniadania jestem w stanie funkcjonować kilka godzin bez uczucia głodu, a co najważniejsze nie łapie mnie chcica na słodycze :)))
Od jutra zaczyna się tydzień szkoleniowy:
Poniedziałek - szkolą mnie - ASF w Katowicach;
Środa - szkolę ja - drobiarzy (jeszcze nie mam prezentacji);
Czwartek - szkolą mnie - obowiązkowe szkolenie dla członków komisji obwodowych (zgłosiłam się do komisji w wyborach bo nieźle płacą, na fajne buty będzie. ;)
Chyba trzeba będzie zafundować sobie w nagrodę jakiś hedonizm na koniec :)))))
I jeszcze klimaty parapetowe (Ania robi jakieś doświadczenia z wodą na przyrodę ;)
... no to ... po śniadaniu ... komu KAWY? :)
Młody 37,7 st. o poranku.
Młoda jest u Bliźniaczek na noc więc nie wiem.
U mnie na razie tylko gardło chrypi ale że młody spędził dziś noc w moim łóżku to pewnie jakiegoś bakcyla mi sprzedał.
Miałam iść rano biegać ale z powodu tego chrypienia i z powodu lekkiego kaca (hłehłe) - a plan miałam podjechać gdzieś autem i pobiegać po lesie, nie wiem jak tam z moimi promilami ;) - na razie sobie odpuszczam, zobaczymy wieczorem.
Inna reakcja łańcuchowa która odpaliła się sama lecz na razie nie wiem w jaki sposób to taka, że spada mi waga ... zaznaczam że się nie odchudzam, jem w miarę potrzeb (zmieniłam tylko kilka niezdrowych nawyków), a czasem tylko się przebiegnę lub coś poćwiczę. Dobre -4 kg mniej w ostatnim czasie (rano wchodziłam 3 razy na wagę przecierając oczy ...)
W powiązaniu z moimi ostatnimi poważnymi dolegliwościami trawiennymi i złym samopoczuciem należy przypuszczać że mam w sobie jakieś zwierzę ;) Niektórzy twierdzą że niejedno haha :)
Co do zmian nawyków to na przykład: zamieniłam drożdżówki z makiem na śniadanie na paćkę*:
*Maria B. nie wiem czemu tak toto ochrzciła i się przyjęło przez aklamację ;)
Po zjedzeniu takiego śniadania jestem w stanie funkcjonować kilka godzin bez uczucia głodu, a co najważniejsze nie łapie mnie chcica na słodycze :)))
Od jutra zaczyna się tydzień szkoleniowy:
Poniedziałek - szkolą mnie - ASF w Katowicach;
Środa - szkolę ja - drobiarzy (jeszcze nie mam prezentacji);
Czwartek - szkolą mnie - obowiązkowe szkolenie dla członków komisji obwodowych (zgłosiłam się do komisji w wyborach bo nieźle płacą, na fajne buty będzie. ;)
Chyba trzeba będzie zafundować sobie w nagrodę jakiś hedonizm na koniec :)))))
I jeszcze klimaty parapetowe (Ania robi jakieś doświadczenia z wodą na przyrodę ;)
... no to ... po śniadaniu ... komu KAWY? :)
piątek, 24 października 2014
Wybuch gazu na ul. Chopina w Katowicach.
Ginie rodzina - redaktor TVN z żoną i dzieckiem.
Straszna, niewyobrażalna tragedia.
Rzecz niewytłumaczalna.
Dlaczego? I dlaczego oni?
Posępny chichot losu ...
... ale...
... martyrologia jaką uprawia w tej chwili TVN24 w związku z tym zdarzeniem jest nie do zniesienia!!!
Ginie rodzina - redaktor TVN z żoną i dzieckiem.
Straszna, niewyobrażalna tragedia.
Rzecz niewytłumaczalna.
Dlaczego? I dlaczego oni?
Posępny chichot losu ...
... ale...
... martyrologia jaką uprawia w tej chwili TVN24 w związku z tym zdarzeniem jest nie do zniesienia!!!
wtorek, 21 października 2014
To jest niewybaczalne. Znowu daję d.... i nic nie piszę :)
Jak ja mogłam nie napisać że zdałam egzamin specjalizacyjny???
4 października, Puławy.
Pobudka o 4 nad ranem .... bezsenność ... nerwy ... i ci ludzie siejący panikę :) 7 osób nie podeszło.
Udało się.
Stres niewyobrażalny - no bo już czułam ten obciach idąc w poniedziałek do pracy z oblanym egzaminem :)
Najważniejszy egzamin mojego życia.
Nie dlatego że mam teraz dumny i szumny tytuł specjalisty epizootiologii i administracji weterynaryjnej (boszzzz kto to wymyślił??? :)))) o co w ogóle chodzi??? :))))),
ale że przy jego okazji przekonałam się jak wielu mam przychylnych mi ludzi wokół siebie, jak wiele osób o mnie autentycznie myślało i wspierało duchowo podczas mojej nauki przed i w trakcie tych strategicznych 70 minut, ilu we mnie wierzyło, ilu okazało mi spontaniczną sympatię i duchowe wsparcie.
Byłam szczerze wzruszona :)
6 grudnia wręczenie dyplomów ... nie mam z kim jechać :(
Dziś w pracy kontrola z WIW - dział "materiał biologiczny" - dla dociekliwych - punkty kopulacyjne oraz punkty inseminacyjne :))))
Pomioty wybrane "losowo" (haha) wypadły genialnie. Muszę do nich jutro zadzwonić ;) Ale cały dzień miałam z głowy, łeb myślałam że mi rozsadzi.
Jutro teren z Katarzyną ;) Owczy pęd :)
Ania wczoraj była na wycieczce w Częstochowie. Wszystko byłoby ok ale znowu mnie wkurzyli (organizacja) tym że dzieci cały dzień nie jadły (w autobusie nie wolno, podczas zwiedzania też nie dało się bo gdzie w kościele będą jeść) - a później mogliby przecież chociaż od biedy do jakiegoś McDonalda zajechać - nie, bo już późno i czasu nie ma. Do d....y taka organizacja.
Młody od kilku dni narzeka na ból brzucha. Kilka dni temu miał taki napad że się zwijał z bólu i już myślałam że to wyrostek. Nie wiem co to za cholera znowu.
W sobotę - ja z dziećmi spacerek ze znajomymi (mini zoo w Rogowie),
...w niedzielę Pszczyna (Janusz robił z Ewą sesję ślubną, ja z dziećmi spacerowałam).
Jestem zakochana w Pszczynie!!! Nie wiem dlaczego ale mimo tłumów ludzi za każdym razem mnie zachwyca. Ma w sobie jakąś magię bez wątpienia.I jeszcze ta polska złota jesień ...
Dobra - dość bo późno.
Czytam po raz kolejny "Ślepego zabójcę" M.Atwood. Genialna :)
"Ale niektórzy ludzie nie potrafią powiedzieć, gdzie boli.
Nie potrafią się uspokoić.
Nie potrafią przestać wyć".
Ach.
Aaaaaa - przypomniało mi się.
Nawiązując do mojego niedawnego wpisu w którym pisałam o panu nalewaczu z Orlena, co to mnie wkurza zagadywaniem mnie po raz 5-setny o moją urwaną klapkę od wlewu paliwa.
Dziś był nowy pan. Świeżonka. I nie uwierzycie kurde no .... jak tylko wysiadłam a auta co usłyszałam? Ooooo - urwana klapka ...!
Rozwalił mnie na strzępy :)
Jak ja mogłam nie napisać że zdałam egzamin specjalizacyjny???
4 października, Puławy.
Pobudka o 4 nad ranem .... bezsenność ... nerwy ... i ci ludzie siejący panikę :) 7 osób nie podeszło.
Udało się.
Stres niewyobrażalny - no bo już czułam ten obciach idąc w poniedziałek do pracy z oblanym egzaminem :)
Najważniejszy egzamin mojego życia.
Nie dlatego że mam teraz dumny i szumny tytuł specjalisty epizootiologii i administracji weterynaryjnej (boszzzz kto to wymyślił??? :)))) o co w ogóle chodzi??? :))))),
ale że przy jego okazji przekonałam się jak wielu mam przychylnych mi ludzi wokół siebie, jak wiele osób o mnie autentycznie myślało i wspierało duchowo podczas mojej nauki przed i w trakcie tych strategicznych 70 minut, ilu we mnie wierzyło, ilu okazało mi spontaniczną sympatię i duchowe wsparcie.
Byłam szczerze wzruszona :)
6 grudnia wręczenie dyplomów ... nie mam z kim jechać :(
Dziś w pracy kontrola z WIW - dział "materiał biologiczny" - dla dociekliwych - punkty kopulacyjne oraz punkty inseminacyjne :))))
Pomioty wybrane "losowo" (haha) wypadły genialnie. Muszę do nich jutro zadzwonić ;) Ale cały dzień miałam z głowy, łeb myślałam że mi rozsadzi.
Jutro teren z Katarzyną ;) Owczy pęd :)
Ania wczoraj była na wycieczce w Częstochowie. Wszystko byłoby ok ale znowu mnie wkurzyli (organizacja) tym że dzieci cały dzień nie jadły (w autobusie nie wolno, podczas zwiedzania też nie dało się bo gdzie w kościele będą jeść) - a później mogliby przecież chociaż od biedy do jakiegoś McDonalda zajechać - nie, bo już późno i czasu nie ma. Do d....y taka organizacja.
Młody od kilku dni narzeka na ból brzucha. Kilka dni temu miał taki napad że się zwijał z bólu i już myślałam że to wyrostek. Nie wiem co to za cholera znowu.
W sobotę - ja z dziećmi spacerek ze znajomymi (mini zoo w Rogowie),
...w niedzielę Pszczyna (Janusz robił z Ewą sesję ślubną, ja z dziećmi spacerowałam).
Jestem zakochana w Pszczynie!!! Nie wiem dlaczego ale mimo tłumów ludzi za każdym razem mnie zachwyca. Ma w sobie jakąś magię bez wątpienia.I jeszcze ta polska złota jesień ...
Dobra - dość bo późno.
Czytam po raz kolejny "Ślepego zabójcę" M.Atwood. Genialna :)
"Ale niektórzy ludzie nie potrafią powiedzieć, gdzie boli.
Nie potrafią się uspokoić.
Nie potrafią przestać wyć".
Ach.
Aaaaaa - przypomniało mi się.
Nawiązując do mojego niedawnego wpisu w którym pisałam o panu nalewaczu z Orlena, co to mnie wkurza zagadywaniem mnie po raz 5-setny o moją urwaną klapkę od wlewu paliwa.
Dziś był nowy pan. Świeżonka. I nie uwierzycie kurde no .... jak tylko wysiadłam a auta co usłyszałam? Ooooo - urwana klapka ...!
Rozwalił mnie na strzępy :)
wtorek, 16 września 2014
Wtorek 16go
Nie cierpię traktować źle ludzi.
Źle w sensie z góry i ogólnie nie serdecznie ...
W mojej pracy czasem jest to problem nie do przeskoczenia, czasem po prostu muszę być wredną świnią - dylematy, dylematy, dylematy .... być człowiekiem czy rzetelnie wykonywać swoje obowiązki (a może klauzulę sumienia dla Służby Cywilnej można zastosować???) - w sumie zdarza się to niezmiernie rzadko, prawie wyłącznie jak ktoś się prosi o to :)
W życiu prywatnym w zasadzie się to nie zdarza ... no chyba że ktoś WYBITNIE się prosi o to ;)
Dziś pod koniec dniówki odbieram dramatyczny w tonie telefon od Ani:
- MAMO, kup mi DWIE PACZKI rusków* bo jestem tak głodna że zjem dwie paczki. I koniecznie rusków bo mam na nie strasznego smaka!
*pierogi ruskie z Biedronki
No to dymam do Biedrony po robocie, lecę do lodówki z pierogami ... a tam: z serem, z kapustą i z mięsem.
No to włażę na taką rurkę co jest nad podłogą i sięgam na tyły lodowy i szperam. No i wyciągam oczywiście schowane za przednimi kartonami - z jagodami, z truskawkami, ze szpinakiem, RUSKIE.
A tu nagle BABSKO z Biedrony zaczyna mnie o-pe-er tonem kurde portierki z wyższej uczelni (kto studiował państwowo to wie o co chodzi) że nie mam włazić na te rurkę BO SPADNĘ! Ja już widzę jak jej na sercu leżał los mojej szczęki tudzież innych gnatów ... no kurde łamagę jakąś ze mnie robi czy co?
Spojrzałam na nią jak głupek na głupka bo dopiero po chwili do mnie dotarło że ona to do mnie gada i mówię spokojnie:
- Nie macie wystawionych wszystkich pierogów, z tyłu są pochowane, więc jak mam je sięgnąć?
A ona mi na to że mam sobie wyciągnąć karton z przodu i wtedy sięgnę do tego co jest z tyłu bez wchodzenia na rurkę ....
Nosz kurde co za bezczelne babsko!
Powiedziałam jej że ja tu nie jestem od układania jej towaru na półkach że sama ma sobie kartony przestawiać! ...
A poza tym może ja lubię wchodzić na rurkę?!
Cholera no ....
Jeszcze taka podkurzona jadę na stację Orlen ... a tam nie wiem kto to wymyślił ale od jakiegoś czasu mają takich dziadków co nalewają paliwo. Czy chcesz czy nie chcesz on leci nalewać a nawet potrafi ci zabrać węża z ręki.
OK ale ... ZA KAŻDYM RAZEM prowadzi ze mną wymianę zdań tego typu:
- Proszę wlać oleju za 50 zł
- Oleju za 50 zł ...? To znaczy Vervy?
- NIE ... proszę wlać ZWYKŁEGO OLEJU za 50 zł.
- Ale dlaczego nie Vervy? Verva jest lepsza i mniej się spala (faktycznie zauważę tę zaletę to na tych 10 litrach które wleję za 50 zł poruszając się w ruchu miejskim) ...
- proszę wlać (jak już dziadu musisz!?) ZWYKŁEGO OLEJU za 50 zł. Dziękuję. - i idę do kasy ...
Dziś oczywiście dialog miał znowu miejsce (jezuuuuuuuu walnę temu dziadu w końcu!!!!!), plus pytanie które ten sam dziadek zadał mi już po raz co najmniej dziesiąty - o ... a co to? Klapka się urwała?
Nie kurna ... teleportowała się .. wymontowałam dla fanu ... kupiłam bez klapki - odpowiedź do wyboru.
A CO TO KURDE CIĘ CHŁOPIE OBCHODZI?! Chyba że go zatrudnili nie do nalewania paliwa a do wkurzania klientów.
Wrrrrrrrrrr .........
Aktualizacja wieczorna:
No kto dziś sobie koił nerwy kolejną partią pierniczków? No kto? :)
Dzieci twierdzą że pierniczki to podstawa drugiego śniadania (szkolnego) :)
Tylko dziś Młody zażyczył sobie "z lakierem" :)
Źle w sensie z góry i ogólnie nie serdecznie ...
W mojej pracy czasem jest to problem nie do przeskoczenia, czasem po prostu muszę być wredną świnią - dylematy, dylematy, dylematy .... być człowiekiem czy rzetelnie wykonywać swoje obowiązki (a może klauzulę sumienia dla Służby Cywilnej można zastosować???) - w sumie zdarza się to niezmiernie rzadko, prawie wyłącznie jak ktoś się prosi o to :)
W życiu prywatnym w zasadzie się to nie zdarza ... no chyba że ktoś WYBITNIE się prosi o to ;)
Dziś pod koniec dniówki odbieram dramatyczny w tonie telefon od Ani:
- MAMO, kup mi DWIE PACZKI rusków* bo jestem tak głodna że zjem dwie paczki. I koniecznie rusków bo mam na nie strasznego smaka!
*pierogi ruskie z Biedronki
No to dymam do Biedrony po robocie, lecę do lodówki z pierogami ... a tam: z serem, z kapustą i z mięsem.
No to włażę na taką rurkę co jest nad podłogą i sięgam na tyły lodowy i szperam. No i wyciągam oczywiście schowane za przednimi kartonami - z jagodami, z truskawkami, ze szpinakiem, RUSKIE.
A tu nagle BABSKO z Biedrony zaczyna mnie o-pe-er tonem kurde portierki z wyższej uczelni (kto studiował państwowo to wie o co chodzi) że nie mam włazić na te rurkę BO SPADNĘ! Ja już widzę jak jej na sercu leżał los mojej szczęki tudzież innych gnatów ... no kurde łamagę jakąś ze mnie robi czy co?
Spojrzałam na nią jak głupek na głupka bo dopiero po chwili do mnie dotarło że ona to do mnie gada i mówię spokojnie:
- Nie macie wystawionych wszystkich pierogów, z tyłu są pochowane, więc jak mam je sięgnąć?
A ona mi na to że mam sobie wyciągnąć karton z przodu i wtedy sięgnę do tego co jest z tyłu bez wchodzenia na rurkę ....
Nosz kurde co za bezczelne babsko!
Powiedziałam jej że ja tu nie jestem od układania jej towaru na półkach że sama ma sobie kartony przestawiać! ...
A poza tym może ja lubię wchodzić na rurkę?!
Cholera no ....
Jeszcze taka podkurzona jadę na stację Orlen ... a tam nie wiem kto to wymyślił ale od jakiegoś czasu mają takich dziadków co nalewają paliwo. Czy chcesz czy nie chcesz on leci nalewać a nawet potrafi ci zabrać węża z ręki.
OK ale ... ZA KAŻDYM RAZEM prowadzi ze mną wymianę zdań tego typu:
- Proszę wlać oleju za 50 zł
- Oleju za 50 zł ...? To znaczy Vervy?
- NIE ... proszę wlać ZWYKŁEGO OLEJU za 50 zł.
- Ale dlaczego nie Vervy? Verva jest lepsza i mniej się spala (faktycznie zauważę tę zaletę to na tych 10 litrach które wleję za 50 zł poruszając się w ruchu miejskim) ...
- proszę wlać (jak już dziadu musisz!?) ZWYKŁEGO OLEJU za 50 zł. Dziękuję. - i idę do kasy ...
Dziś oczywiście dialog miał znowu miejsce (jezuuuuuuuu walnę temu dziadu w końcu!!!!!), plus pytanie które ten sam dziadek zadał mi już po raz co najmniej dziesiąty - o ... a co to? Klapka się urwała?
Nie kurna ... teleportowała się .. wymontowałam dla fanu ... kupiłam bez klapki - odpowiedź do wyboru.
A CO TO KURDE CIĘ CHŁOPIE OBCHODZI?! Chyba że go zatrudnili nie do nalewania paliwa a do wkurzania klientów.
Wrrrrrrrrrr .........
Aktualizacja wieczorna:
No kto dziś sobie koił nerwy kolejną partią pierniczków? No kto? :)
Dzieci twierdzą że pierniczki to podstawa drugiego śniadania (szkolnego) :)
Tylko dziś Młody zażyczył sobie "z lakierem" :)
czwartek, 11 września 2014
Kiedy ...
... kuchnia zapełnia się gruszkami oraz upierdliwymi, wszędobylskimi muszkami to niewątpliwy znak że jesień przyszła ...
Dziś pierwsza wywiadówka ... ja u Ani, Janusz u Młodego.
W podsumowaniu tego co się działo w szkole nasuwa mi się jedna jedyna refleksja ... "To zabawne jak umysł usiłuje doszukać się sensu w chaosie"...
Młody miał zadanie domowe z Religii dla rodziców - ... no ja już tego nie będę komentować bo z Anią przerabiałam dokładnie te same ćwiczenia, jutro poszukam na strychu bo chyba gdzieś tam są te jej - już wypełnione ;) Chodziło m.in. o podanie daty Chrztu Św. - że niby dlaczego ja mam takie rzeczy pamiętać??? Co ja jestem notebook??? no ale jak zawsze nie zawiodły mnie moje archiwalne notki blogowe - jak już to kiedyś stwierdziłam: kolejny raz okazało się że tutejsze zapiski są niezastąpione i przydatniejsze niż niejedna kartoteka policyjna.
Chrzest był 21.10.2007 r.
Na tej samej karcie trafiłam na ten wpis ... kurde wierzcie lub nie do dziś nadal to pamiętam ...
28.10.2007 r:
Retrospekcja.
Są w życiu człowieka takie chwile, które pamięta się latami.
Może nawet pamięta się zawsze.
Mam w sobie jeden taki moment z przeszłości – końcówka zimy, dzień podobny do dzisiejszego – mglisty i mokry.
Wizyta na bardzo odległej wsi – takiej odnodze gdzie to droga wśród pól, a przy drodze chałupa co pół kilometra.
I ani sklepu, ani niczego.
Tylko zaniedbane i ponure domostwa i zmokłe chude kaczki w błocie.
Pomyliłam wtedy domy – zajechałam do pierwszego który pasował mi do telefonicznego opisu.
Chałupa stara, toczona wilgocią i mchem.
W przedsionku syf odpychający na powitanie – jakieś wiadra ze zlewkami, gnijące kawałki wykładzin.
A w środku młoda kobieta z niemowlęciem na rękach.
Powitała mnie wzrokiem wbitym wyczekująco w tą pustą przestrzeń, w której się pojawiłam.
Tak jakby tam stała godzinami i czekała – na cokolwiek.
Nie pamiętam jej twarzy ale pamiętam wyraz jej oczu i to spojrzenie mówiące jednoznacznie – beznadzieja, marazm i zniechęcenie.
Wzrok staruszki którą życie rozczarowało.
Kobieta która przeżywszy dwadzieścia kilka lat wie, że już nic nowego ją w życiu nie spotka.
I pewnie tak będzie.
Przez te kilka lat urodziła pewnie jeszcze kilka nie do końca upragnionych dzieci, a te wykładziny przy drzwiach zgniły do końca. I tyle.
A jak mnie zobaczyła to nie obchodziło ją kto ja i po co – jak spytałam czy dobrze trafiłam – odpowiedziała mi gorączkowo że tak, dobrze, to tutaj. Byle kto, byle po co, ważne że jakaś odmiana w paśmie takich samych podobnych do siebie dni.
Może faktycznie na kogoś czekała.
A może to jakiś znak był, może to mój Anioł Stróż którego spotkałam wcale nieprzypadkowo.
Nie mam pamięci do takich rzeczy dlatego dziwnym i niezwykłym dla mnie jest fakt że to zdarzenie mam wciąż tak świeże i pełne szczegółów w mojej głowie.
Brrr aż ciary mam jak to piszę.
W taki przygnębiający dzień jak dziś, kiedy mglisto za oknem a ja sama z dziećmi w domu – to wspomnienie odżywa na nowo.
I w taki właśnie dzień wiem doskonale co ta kobieta czuła, bo czuję się dokładnie tak samo.
... jak to teraz czytam też mam ciary ...
Dziś pierwsza wywiadówka ... ja u Ani, Janusz u Młodego.
W podsumowaniu tego co się działo w szkole nasuwa mi się jedna jedyna refleksja ... "To zabawne jak umysł usiłuje doszukać się sensu w chaosie"...
Młody miał zadanie domowe z Religii dla rodziców - ... no ja już tego nie będę komentować bo z Anią przerabiałam dokładnie te same ćwiczenia, jutro poszukam na strychu bo chyba gdzieś tam są te jej - już wypełnione ;) Chodziło m.in. o podanie daty Chrztu Św. - że niby dlaczego ja mam takie rzeczy pamiętać??? Co ja jestem notebook??? no ale jak zawsze nie zawiodły mnie moje archiwalne notki blogowe - jak już to kiedyś stwierdziłam: kolejny raz okazało się że tutejsze zapiski są niezastąpione i przydatniejsze niż niejedna kartoteka policyjna.
Chrzest był 21.10.2007 r.
Na tej samej karcie trafiłam na ten wpis ... kurde wierzcie lub nie do dziś nadal to pamiętam ...
28.10.2007 r:
Retrospekcja.
Są w życiu człowieka takie chwile, które pamięta się latami.
Może nawet pamięta się zawsze.
Mam w sobie jeden taki moment z przeszłości – końcówka zimy, dzień podobny do dzisiejszego – mglisty i mokry.
Wizyta na bardzo odległej wsi – takiej odnodze gdzie to droga wśród pól, a przy drodze chałupa co pół kilometra.
I ani sklepu, ani niczego.
Tylko zaniedbane i ponure domostwa i zmokłe chude kaczki w błocie.
Pomyliłam wtedy domy – zajechałam do pierwszego który pasował mi do telefonicznego opisu.
Chałupa stara, toczona wilgocią i mchem.
W przedsionku syf odpychający na powitanie – jakieś wiadra ze zlewkami, gnijące kawałki wykładzin.
A w środku młoda kobieta z niemowlęciem na rękach.
Powitała mnie wzrokiem wbitym wyczekująco w tą pustą przestrzeń, w której się pojawiłam.
Tak jakby tam stała godzinami i czekała – na cokolwiek.
Nie pamiętam jej twarzy ale pamiętam wyraz jej oczu i to spojrzenie mówiące jednoznacznie – beznadzieja, marazm i zniechęcenie.
Wzrok staruszki którą życie rozczarowało.
Kobieta która przeżywszy dwadzieścia kilka lat wie, że już nic nowego ją w życiu nie spotka.
I pewnie tak będzie.
Przez te kilka lat urodziła pewnie jeszcze kilka nie do końca upragnionych dzieci, a te wykładziny przy drzwiach zgniły do końca. I tyle.
A jak mnie zobaczyła to nie obchodziło ją kto ja i po co – jak spytałam czy dobrze trafiłam – odpowiedziała mi gorączkowo że tak, dobrze, to tutaj. Byle kto, byle po co, ważne że jakaś odmiana w paśmie takich samych podobnych do siebie dni.
Może faktycznie na kogoś czekała.
A może to jakiś znak był, może to mój Anioł Stróż którego spotkałam wcale nieprzypadkowo.
Nie mam pamięci do takich rzeczy dlatego dziwnym i niezwykłym dla mnie jest fakt że to zdarzenie mam wciąż tak świeże i pełne szczegółów w mojej głowie.
Brrr aż ciary mam jak to piszę.
W taki przygnębiający dzień jak dziś, kiedy mglisto za oknem a ja sama z dziećmi w domu – to wspomnienie odżywa na nowo.
I w taki właśnie dzień wiem doskonale co ta kobieta czuła, bo czuję się dokładnie tak samo.
Jak chleba kęs
Jak człowieka bycie
Tak świat ma sens
I ma sens życie
Ma sens…
Jak człowieka bycie
Tak świat ma sens
I ma sens życie
Ma sens…
... jak to teraz czytam też mam ciary ...
poniedziałek, 8 września 2014
Nic ...
... mnie tak ostatnio nie irytuje w TV jak zaśmiecanie języka polskiego iwentami, brifingami, junitami (to już nie można było powiedzieć o szpitalnym oddziale po prostu "oddział"???) timami, afterpartami, mitingami i innymi takimi ...
... o łotdefakach to już nie wspomnę ...
... nie można po prostu powiedzieć pięknie po polsku "co do k****y nędzy"!? :))))
... o łotdefakach to już nie wspomnę ...
... nie można po prostu powiedzieć pięknie po polsku "co do k****y nędzy"!? :))))
piątek, 28 września 2012
Siedzę w holu Urzędu Gminy L. i wypisuję wniosek.
Słyszę, że gdzieś w głębi korytarza wychodzi z pokoju ktoś kontynuując swój monolog bardzo donośnym głosem idąc korytarzem w moim kierunku: .... tak KURWA bo tak się wszyscy przyzwyczaili .... w tym momencie wychodzi zza węgła i napotyka mój, znad uniesionej brwi, pełen dezaprobaty wzrok.
Aż go zamurowało, przystanął i powiedział mi - Dzień dobry.
Hahaha - to było dobre.
Panujący nam miłościwie od wielu kadencji, doktor nauk (chyba) politycznych, brylujący gdzie się da swoją Kulturą (przez duże Ka) i Poziomem (przez bardzo duże Pe) WÓJT gminy :)
Słyszę, że gdzieś w głębi korytarza wychodzi z pokoju ktoś kontynuując swój monolog bardzo donośnym głosem idąc korytarzem w moim kierunku: .... tak KURWA bo tak się wszyscy przyzwyczaili .... w tym momencie wychodzi zza węgła i napotyka mój, znad uniesionej brwi, pełen dezaprobaty wzrok.
Aż go zamurowało, przystanął i powiedział mi - Dzień dobry.
Hahaha - to było dobre.
Panujący nam miłościwie od wielu kadencji, doktor nauk (chyba) politycznych, brylujący gdzie się da swoją Kulturą (przez duże Ka) i Poziomem (przez bardzo duże Pe) WÓJT gminy :)
wtorek, 31 lipca 2012
Jakiś czas temu chciałam się zarejestrować do lekarza, normalnie na NFZ bo się mi nie spieszyło. Pani rejestratorka miesiąc temu kazała dzwonić "w ostatni wtorek lipca" celem zarejestrowania się "na sierpień".
Ponieważ ten ostatni wtorek lipca to jest dziś, od godziny 8-mej rano zaczęłam wykręcać numer. Zajęty. Wykręcałam go przez najbliższą godzinę - cały czas było zajęte. W końcu dodzwoniłam się o godzinie 9.30, pani która usłyszała w jakim celu dzwonię podaje mi termin - 7 sierpnia "popołudniu" - dla mnie to jest godzina 16-17, dla pani w rejestracji to jest między 13.30 a 15.30 (czyli moje godziny pracy).
Pytam czy nie dałoby się tydzień później bo mam wtedy urlop i byłoby mi łatwiej dotrzeć do gabinetu.
Gdyby nie dzieliły nas łącza telefoniczne to pani chyba zabiłaby mnie wzrokiem:
"NIE MA - bo ja przecież już skończyłam rejestrować na sierpień (tak jakby to było oczywiste) i zostały tylko takie pojedyncze terminy". Jakie są te inne pojedyncze terminy się już nie dowiedziałam bo pani nie chciała więcej ze mną gadać.
No w końcu czego ja od niej wymagam, niech się cieszę że mi się w ogóle udało :D
A w ogóle to dzieci zacumowały w domu, trzeba by popisać coś o wakacjach ... ale w sumie to było dawno i nieprawda :)
Ponieważ ten ostatni wtorek lipca to jest dziś, od godziny 8-mej rano zaczęłam wykręcać numer. Zajęty. Wykręcałam go przez najbliższą godzinę - cały czas było zajęte. W końcu dodzwoniłam się o godzinie 9.30, pani która usłyszała w jakim celu dzwonię podaje mi termin - 7 sierpnia "popołudniu" - dla mnie to jest godzina 16-17, dla pani w rejestracji to jest między 13.30 a 15.30 (czyli moje godziny pracy).
Pytam czy nie dałoby się tydzień później bo mam wtedy urlop i byłoby mi łatwiej dotrzeć do gabinetu.
Gdyby nie dzieliły nas łącza telefoniczne to pani chyba zabiłaby mnie wzrokiem:
"NIE MA - bo ja przecież już skończyłam rejestrować na sierpień (tak jakby to było oczywiste) i zostały tylko takie pojedyncze terminy". Jakie są te inne pojedyncze terminy się już nie dowiedziałam bo pani nie chciała więcej ze mną gadać.
No w końcu czego ja od niej wymagam, niech się cieszę że mi się w ogóle udało :D
A w ogóle to dzieci zacumowały w domu, trzeba by popisać coś o wakacjach ... ale w sumie to było dawno i nieprawda :)
środa, 22 lutego 2012
Przerażają mnie wszelkie formy nawiedzenia.

Akcje, demonstracje, protesty, zbiorowe medytacje, publiczne debaty, podszyte jakąkolwiek ideologią "wydarzenia" na FB.

Autentycznie dostaję gęsiej skórki i włącza mi się migająca lampka z sygnałem dźwiękowym "Trzymaj się z daleka".
Nie rozumiem fanatycznego wręcz zaangażowania w ten czy tamten temat i przesadnej ekspozycji jedynej słusznej strony medalu w tejże (obojętnie jakiej) sprawie.
Przedstawiania świata w kolorze czarnym i białym.
Obawiam się że to może oznaka starości??? :)))))
A jak już słyszę "bo ja proszę pani KOCHAM zwierzęta" to włącza mi się tryb "ewakuacja".
No i coraz częściej zdumiewają mnie problemy jakie dręczą naszą ludzką społeczność. Właśnie leci w TV program o "wstydliwych chorobach" - odcinek dotyczy problemu krzywych penisów. Oraz problemu puszczania bąków. AAAAAAAAA!!!!!!!!!!!
J. trzy doby poza domem - siedzi w Katowicach.
Ania wczoraj powiedziała że pani (wychowawczyni) pyta nas, czy mamy jakieś płyty z operą bo potrzebuje na lekcję - będą mówić o operze. Obciach ale nie mamy. Znalazłam jej ze 3 arie - bas, sopran i chór.
Arie odsłuchano na lekcji - dzieci podobno uznały że nic nie rozumieją :) (Aria Skołuby ze "Strasznego Dworu").
Narysowaliśmy dziś z dziećmi mapę naszej wsi.
Na zakrzyżykowanym polu Młody narysował masakrycznie chudego zwierza na 4 nogach.
"To jest Nikon który uciekł na smętarz" - wyjaśnił mi .... jaaa - "smętarz dla zwierzaka" tak jakby ... :)
Napisałam to właśnie J. na GG, a ten mi na to że: czemu nie spytałam go skąd miał taki pomysł - bo przecież jak twoje dziecko rysuje chudego psa który uciekła na smętarz to wiedz że coś się dzieje! :)
Dobija mnie moja robota ostatnio - ma coraz mniej wspólnego z moim zawodem - niemal codziennie - podczas produkcji kolejnego papieru zastanawiam się co-ja-tu-robię????? i po-co-ja-to-robię? Nie ma chyba nic gorszego niż robić coś w czym samemu nie widzi się sensu.
Poza tym części ekipy pracowej to już nie tylko nie ogarniam, część mnie zwyczajnie przeraża - jak na przykład jeden taki "kolega z pracy" który chodził i pytał wszystkich jak się pisze słowo "korzystać" (no przez jakie żet). Ja-pier*****
Zwolniłam się dziś żeby załatwić badanie okresowe. Pan doktor spóźnił się tylko 45 minut.
AAAAAAAAAAAAAAAAAAA....
Korzystając z obecności w gminnej wsi przed 15tą skoczyłam jeszcze do UG załatwić zawieszenie działalności gospodarczej. Pani co prawda sprawiała wrażenie jakby pierwszy raz oglądała druk który musiałam wypełnić, no ale jakoś wspólnymi siłami udało mi się. Nie podoba mi się tylko że nie dostałam żadnego potwierdzenia złożenia tego druku (jakoby uproszczenie biurokracji - śmiechu warte) - i teraz muszę czekać aż pani ten wniosek wprowadzi do systemu (myślę ze potrwa o trochę ....) i na potwierdzający ten fakt e-mail. Jakoś czarno to widzę.
Aha - skusiłam się na trochę inną niż zazwyczaj lekturę.
Czytam:

i jestem zachwycona :)

i jestem zachwycona :)
środa, 30 listopada 2011
Pobudka 4.50 (nie mogłam dospać do 5.00 bo już mi się włączył tryb "czuwanie").
Kąpiel, kawa, prasowanie ciuchów dla dzieci i dla starego.
Kakao dla dzieci, śniadanie dla Ani i Starego.
Kakao dla dzieci, śniadanie dla Ani i Starego.
Spakowanie tornistra Ani - bo zapomniała.
Pobudka dzieci/ubieranie/mycie zębów.
Do przedszkola - zawieźć. Przy okazji doznałam szoku z wkurzeniem odnośnie ceny kalendarza ze zdjęciem dziecka wykonanego przez monopolizujący okoliczne placówki zakład foto. 32 zł za kalendarz trójdzielny który sam w sobie można kupić za 12 zł. Jak dla mnie przegięcie. Do tego na paczkę mikołajkową - 30 zł.
Ania- zawieźć do szkoły, 27 zł w garść - za wyjazd mikołajkowy do kina (zamiast paczki mają wyjazd do kina). No dobra może się czepiam ale wydać 90 zł w pół godziny na nic - to jest wkurzające.
Do pracy.
W biegu kolejna kawa i speed na fermę indyków pobrać próby.
Na fermie szok z załamaniem odnośnie stanu higienicznego na tej fermie - lepiej nie będę wchodzić w szczegóły bo już nigdy nie zjecie indyczyny :D
Później - kolejna kontrola - w zasadzie do końca dnia w hipermarkecie "z ptaszkiem". Pracując tam nabawiłabym się klaustrofobii (kto był "na zapleczu" takiego hipermarketu to wie jak np. wyglądają tam biura).
Speed do domu - odebrać Anię, odebrać Młodego, Młodego ulokować u sąsiadów, z Anią na konie.
Po koniach - speed po młodego, przy okazji zabraliśmy też sąsiadów - do kościoła na Roraty. Bo chodzę z dziećmi na Roraty od poniedziałku. Ciekawe kiedy im się znudzi.
Po kościele (g. 19.00 a więc noc) - mycie, kolacja, spanie.
W międzyczasie sprzątanie syfu zrobionego przez psy, pomycie zlewu naczyń od wczoraj - bo mamy awarię zmywarki - MASAKRA.
Po drodze kombinowanie dla Ani tego co ma przynieść na jutro do szkoły - węgla (LOL) - niby nie problem ale my mamy tylko ekogroszek!!!!!! czyli granulki wielkości orzecha laskowego - a ona potrzebowała kawał węgla z którego coś będą robić. Musiałam po sąsiadach szukać :) No i włóczki .. no kurde nie mam!!! Sprułam jakąś czapkę.
Wczoraj był majster do tej zmywarki - po 10 dniach od złożenia zgłoszenia; pogrzebał, pomacał, stwierdził ze pompa której nie ma i musi zamówić, skasował 130 zł i se pojechał. I że niby będzie to coś miał w przyszłym tygodniu.
Teraz właśnie pakowałam tornister Ani - bo znowu zapomniała i idę ćwiczyć brzuszki tj "6 Weidera". To moje postanowienie Adwentowe :D Ciekawe kiedy wymięknę.
No i chyba nie dodałam że na to wszystko starego nie ma do jutra do nocy bo jest w pracy.
A JA MAM JUTRO URLOP HAAAAAAAAAAAAAA.
Wzięłam go z myślą o pograbieniu trochę liści i ogarnięciu moich rabatek + próba skończenia opalania drzwi które zaczęłam latem :) Ale najchętniej to bym jutro ten dzień calutki przespała - tak mam dosyć.
Jutro u Ani w szkole konsultacje z Panią wychowawczynią - dla chętnych. No chyba pójdę spytać co ta czarownica (tj. Ania) tam wyprawia :)
Ale jestem monotemtyczna :)
Aha - zapisałam dzieci na Mikołaja w Domu Kultury - jak w zeszłym roku - bo chciały.
No.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















