Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spécialité de la maison. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spécialité de la maison. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 lutego 2015

Ostatni czas nabrał dla nie przedziwnej stabilizacji.
Piszę „przedziwnej” bo chyba nie do końca mieści się w standardach ogólnie przyjętej normalności ;) – jednak skoro zaczęłam śnić (sny) to dla mnie oznacza wewnętrzny spokój.
Doba nabrała nowego rytmu i tempa – dużo spokoju, muzyki, filmów, książek i rozmów, rozmów, rozmów ...
Ogólnie - wyciszenia przeplatanego dawaną i przyjmowaną serdecznością.
Zaczął się luty który co roku jest dla mnie jakimś specjalnym czasem zadumy – niewątpliwie dlatego że to miesiąc moich urodzin, ale także wzmożonego przednówkowego wyczekiwania na wiosnę.
Pierwsze wiosenne kwiaty które zazwyczaj dostaję w lutym i wyrazy sympatii bliższych i dalszych znajomych – budują i napawają optymizmem i wiarą w to że radość z życia nie musi być dożywotnio reglamentowana ;)
Oczywiście musi być równowaga w przyrodzie (w której to napastnik uderza z innej, nie przewidzianej w dotychczasowej strategii flanki) – bo inaczej pewnie nadmiar szczęścia by mnie zabił :D
Pracę jakoś zlewam - tj nie sensie nie dopełniania obowiązków - ale jakoś nic mnie ostatnio nie jest w stanie wnerwić i wyprowadzić z równowagi ...;) 6 lat pracy w "świecie Orwella" do czegoś w końcu zobowiązuje :)
J. w szpitalu od wczoraj – dziś zabieg na przepuklinę – już po – mam nadzieję że wszystko będzie ok. Dzwonił że jak na razie dobrze tylko boli.
Ferie zimowe rozpoczęte ale na razie dopóki J. nie wypuszczą to nawet nie myślę o jakichkolwiek planach – może uda się tradycyjnie dzieci wywieźć do dziadków na tydzień – są tam u nich szczęśliwi ;)
Trochę sprzątam w domu jednak bez przekonania, umyłam kilka okien – wydawało mi się że są czyste do momentu zdjęcia firan :D
No i nadrabiam zaległości kuchenne (wyciszam się i przemyślam w trakcie) w myśl ostatnio zasłyszanego (podobno) żartu (który z jednej strony poruszył mnie do głębi a z drugiej strony bardzo mnie rozbawił :):

Polish women can’t bake ;):



czwartek, 18 grudnia 2014

W klimacie różnic kulturowo-językowych:
Rozmawiam z egipskim przyjacielem Katarzyny (rozmowa w języku angielskim):

Ja: Gamal, musisz mi obiecać że jeśli Kasia kiedyś do Ciebie pojedzie to umożliwisz jej korzystanie z Twojego Skypa CODZIENNIE - musi mi zdawać codzienną relację, że wszystko ok.
G: Obiecuję!
Ja: I pamiętaj że nie może jej włos z głowy spaść!
G: Co masz na myśli Agata? Dlaczego miałbym jej wyrywać włosy z głowy?
Ja: :-) :-) :-) ... Mówimy tak kiedy mamy na myśli że nie może się jej przydarzyć żadna krzywda.
G: ... Nie martw się ... Możesz być spokojna ... Zaopiekuję się jej włosami.

u m a r ł a m

****************************

Spécialité de la maison AD 2014:


Dzieci zaliczają właśnie maraton gorączka - sraczka i rzygaczka.
Ania już po, Młody w trakcie. Rodzice pewnie przed :)
Jak cudownie że moje dzieci wskoczyły już na level w którym nocne rzygnięcia trafiają do miseczki przygotowanej samodzielnie wieczorem przy łóżku, a nie na ściany i poduszki :)
I to w dodatku niemal samoobsługowo :)
Ja ciągnę na 3-ciem biegu - czyli takim że ani to się jedzie ani to się stoi.
Ciągnę do weekendu podczas którego mam ambitny plan coś w domu przed tymi świętami porobić. Narazie bowiem dokucza mi kryzys energetyczny uniemożliwiający zrobienie czegokolwiek co wymaga podniesienia ręki ponad obręcz barkową :P O nie przepraszam. W zamrażarce mam własnoręcznie ukatrupionego szczupaka, tołpygę i kilka karpi. I przygotowane hand made paczuszki z piernikami jako załącznik do życzeń dla sąsiadów. I jemiołę od Kasi. To by było na tyle.
Jak co roku dobija mnie słuchanie radia i oglądanie TV - zalew reklam świątecznych jak zwykle wywołuje u mnie duchową panikę i poczucie winy.

I jeszcze odnotuję przeczytane:


Anna Kacperska - Co na to Bridget?
Cudowna, babska, ciepła, bardzo współczesna, napisana inteligentnie i z mega humorem historia matki trójki synów, wielbicielki Bridget Jones, będącej w trakcie zmiany statusu z zamężnej na rozwódkę.
Opisane w formie pamiętnika perypetie z sąsiadami, kotem, rybkami, psującymi się sprzętami AGD, jeszcze-mężem, brakiem kasy, dorabianiem, adoratorami, zepsutym smartfonem i kłopotliwą obsługą komunikatorów oraz usychającą lawendą w ogrodzie.
I w końcu z nową miłością :)
Do przeczytania w dwa wieczory.

czwartek, 9 października 2014

Dziś dwa przepisy "z sieci" które wczoraj wypróbowałam i są godne zanotowania i polecenia :)

Co prawda Ania zrzygała się zupą (HAH!) ale mając na uwadze jej pokarmowe zdziwaczenie wymagające terapii psychiatrycznej to oznacza że jest przepyszna :)

Pierwszy: https://zakochanewzupach.pl/zupa-warzywna-z-dynia/

Zupa warzywna z dynią
  • pół małej dyni 
  •  3 ziemniaki 
  • cebula 
  • 2 marchewki 
  •  pietruszka 
  • biała część pora 
  • gałązka świeżego lubczyku 
  • suszony listek laurowy 
  • 2 ziarenka ziela angielskiego 
  • 2 łyżki przecieru pomidorowego (dałam cały słoiczek) 
  • 2 łyżki śmietany (w/g mnie może i nawet lepsza jest bez śmietany!!!) 
  •  1 l wywaru warzywnego posiekany 
  • szczypiorek 
  • 2 łyżki oleju winogronowego lub innego ulubionego 
Z dyni usunąć miąższ, obrać, pokroić w kostkę.
Ziemniaki pokroić w kostkę, marchewkę i pietruszkę w niezbyt długie słupki, cebulę posiekać, porpokroić w półtalarki.
W wysokim rondlu lekko rozgrzać olej, dodać cebulę.
Kiedy się zeszkli dodać por, po 2-3 minutach dodać warzywa – ziemniaki, marchewkę, pietruszkę i dynię.
Poddusić około 10 minut, dodać przecier pomidorowy, zalać wywarem.
Dodać do rondla ziele angielskie, listek laurowy i gałązkę świeżego lubczyku, gotować 20 minut na wolnym ogniu.
Jeśli potrzeba, doprawić zupę solą morską i świeżo mielonym pieprzem.
Kiedy warzywa będą miękkie, zdjąć garnek z ognia.
Śmietanę zahartować kilkoma łyżkami gorącej zupy, dolać do rondla.
Zupę podać posypaną szczypiorkiem, z kawałkiem bułki pszennej albo z PROZIAKIEM

Drugi: http://kukbuk.com.pl/przepis/1745,proziaki

Proziaki 

Składniki na solidną przekąskę dla 4 osób
  • jajko
  • pół litra kwaśnego mleka 
  • sól łyżeczka sody (nie płaska i nie czubata) 
  • mąki tyle, że zacytuję, „ile mleko zabierze” 
Jajko mieszamy trzepaczką z mlekiem, solimy i dodajemy sodę.
Mieszamy łyżką dodając tyle mąki, by powstało ciasto, które da się przenieść na stolnicę.
Na stolnicy delikatnie wyrabiamy je na solidnej ilości mąki, ale tylko tak długo, by przestało się kleić do rąk. Musi być delikatne i miękkie. Wałkujemy ciasto na grubość centymetra i szklanką wycinamy kółka.
Odstawimy do wyrośnięcia na kwadrans. Unikamy przeciągów jak diabeł święconej wody.
W tym czasie rozgrzewamy grubą, żeliwną patelnię (ja nie mam i użyłam teflonowej, było ok)
Wyrośnięte krążki układamy na suchej patelni i smażymy z każdej strony na złoto.
Proziaki można podawać w zasadzie ze wszystkim, ale najlepsze są z masłem czosnkowym (cztery ząbki czosnku na pół kostki masła) i solą.
Jako towarzystwo proziak bardzo lubi piwo.

czwartek, 13 września 2012

Nie do wiary ale Ania skończyła 8 lat :))))
Z okazji urodzin zafundowaliśmy jej niespodziankę - jazdę konno w teren - pierwszy raz.
No i z tej okazji spała z konia i złamała sobie nos.
Czyli w 9ty rok życia wkroczyła z przytupem (końskich kopyt czyli niejako z tętentem ...)









Całe szczęście złamanie okazało się niegroźne, to znaczy nie wymagało zabiegu. Fuksiara.

MUSZĘ coś polecić. Po wielu latach poszukiwań  i braku takowego w sieci - ZNALAZŁAM PRZEPIS na Tort dacquoise
To jest najlepszy przepis na świecie na tort bezowy! 
e v e r
Znam go jako wyrób bydgoskiej cukierni Sowa.


Musicie go sobie zrobić bo bez spróbowania tego tortu nie wolno wam umierać :)


Składniki na 8-10 porcji
Na bezę:
6 białek
300 g drobnego cukru + dwie łyżki cukru trzcinowego Demerara firmy Sante - ten składnik jest niezbędny bo nadaje bezie specyficzny smak - choć może wydawać się mocno egzotyczny kupiłam do w normalnym Kauflandzie :)
1 łyżeczka octu winnego (najlepiej białego)
szczypta soli
8 suszonych daktyli
Na krem:
250 g serka mascarpone
300 ml śmietany 30%
1 łyżka cukru pudru
150 g kajmaku (ok 1/3 z puszki 400 g) – można dać trochę więcej jeśli krem ma być bardzo słodki - oczywiście najlepszy jest ten z Gostynia :)
½ szklanki posiekanych orzechów włoskich
10 suszonych daktyli
Do dekoracji:
½ łyżeczki cukru pudru
½ łyżeczki kakao
kilka orzechów i kilka daktyli

Beza:
Pieczenie bezy zacząć od przygotowania papieru do upieczenie bezy. Od dna tortownicy (24-26cm średnicy) odrysować dwa koła, papier ułożyć na blaszkach. Daktyle do bezy pokroić na małe kawałki. Piekarnik nagrzać do 180 stopni.
Białka wlać do suchej miski, wsypać szczyptę soli. Ubić na sztywną pianę, dodać 1 łyżeczkę octu, a następnie wsypywać po 1 łyżce cukru (wymieszałam biały z brązowym) i cały czas miksować. Gdy już cały cukier znajdzie się w misce ubijać do chwili aż masa zacznie błyszczeć. Dodać pokrojone daktyle, wymieszać, podzielić na dwie części i wyłożyć na przygotowany papier. Można jeszcze dodać łyżkę skrobi albo mąki kukurydzianej, ale nie jest to konieczne, beza pięknie się piecze i jest taka krucha jak powinna.
Wstawić do nagrzanego do 180 stopni piekarnika, po ok 5 minutach zmniejszyć temperaturę do 150 stopni i piec 90 minut ( ja piekłam w termoobiegu, więc zmniejszyłam temperaturę do 130 stopni i piekłam 105 minut). Beza powinna się lekko przyrumienić i delikatnie popękać. Wyłączyć piekarnik, uchylić drzwiczki i zostawić na noc do wystygnięcia. Można oczywiście upiec ją rano, wystudzić na blacie ale to wieczorne pieczenie jest jednak bardzo wygodne :-))
Krem:
Orzechy i daktyle posiekać na małe kawałki.
Do jednej miski włożyć serek mascarpone i kajmak, zmiksować na gładką masę. W drugiej misce ubić śmietanę, pod koniec ubijania dodać 1 łyżkę cukru pudru. Obie masy delikatnie połączyć (śmietanę dodać do serka, a nie odwrotnie). Na koniec wsypać posiekane bakalie, wymieszać.
Na jednym krążku bezy równomiernie rozprowadzić przygotowany krem, przykryć drugim krążkiem. Całość posypać cukrem pudrem wymieszanym z kakao i udekorować środek daktylami i orzechami.
Podawać od razu... można przechowywać w lodówce, ale niezbyt długo, bo beza naciągnie wilgoci i straci chrupkość.

niedziela, 2 września 2012

Ratatouille - ratatuja

Ratatouille – jarska potrawa prowansalska. Danie to opiera się na składnikach warzywnych, przede wszystkim na bakłażanach, cukinii, papryce, cebuli i pomidorach. Podobne potrawy znane są w całym basenie Morza Śródziemnego, są to np., peperonata (Włochy), pisto (Andaluzja), briam (Grecja), bohemienne (Prowansja), samfaina (Katalonia) i tumbet (Majorka).>>>Wikipedia.


Nie podaję ilości bo ja zawsze robię wszystko na wyczucie :)
Cukinia - cienko obrać pokroić na "ćwierćplasterki"
Papryki - przekroić na pół a następnie na paseczki
Pomidory - sparzyć, obrać ze skórki, pokroić na ćwiartki
Cebule - pokroić na półplasterki.
Czosnek - zmiażdżyć

Na rozgrzaną oliwę wrzucamy kolejno - cebulę, czosnek, paprykę, pomidory i na koniec cukinię.
Dusimy krótko, tak żeby warzywa się zeszkliły ale pozostały kruche.

Doprawić solą, pieprzem, ziołami: tymianek, bazylia, zielona pietruszka, liść laurowy.
Niektórzy piszą żeby dodać przecieru pomidorowego, myślę że byłoby to przestępstwo :)

I tyle.

Niebo w gębie :)

niedziela, 26 sierpnia 2012

Wczoraj mieliśmy Gości z Bytomia :)


:)

Jako że zostało po gościach trochę kuchennego drobiazgu a mi się nie chciało robić normalnego obiadu, oto jak powstał obiad z niczego :)

Papryka faszerowana (zrobiłam jej po prostu więcej wczoraj) - sezon paprykowy ale i bez tego przepis tani prosty i efektowny :)


Ogólny zarys wzięłam z jakiejś starej gazety ale trochę zmodyfikowałam:

Ok. pół kilograma mięsa mielonego (miałam wieprzowe ale chyba lepsze byłoby wołowe albo mieszane) posmażyć na patelni z olejem dodając zmiażdżone ząbki czosnku (2-3), posolić lub doprawić vegetą. Do podsmażonego mięsa dodać około pół szklanki ugotowanego ryżu, 2-3 pomidory obrane ze skórki, pozbawione nasionek i pokrojone w kosteczkę, pół małej papryki pokrojonej w kosteczkę, dużą garść drobno posiekanych ziół: szczypiorek, koper, zielona pietruszkę i inne - co kto lubi.
Wszystko wymieszać, doprawić jeszcze solą, pieprzem.
Masą napełniać połówki mięsistych wydrążonych papryk lekko ugniatając. Farszu mi wystaczyło na 3 spore papryki (tzn 6 połówek).
Ułożyć w naczyniu żaroodpornym.
Podlać szklanką bulionu, do bulionu dodać 3-4 łyżeczki przecieru pomidorowego, całość można jeszcze posypać ziołami które dawaliśmy do farszu.
Na każdą połówkę papryki położyć wiórek masła.
Wstawić do pieca, na 180 stopni i zapiekać, 30-40 minut ale to będzie zależało od wielkości i "grubości papryk" - mają być miękkie - na tyle na ile kto lubi :) W trakcie pieczenia polewać papryki kilka razy sosikiem pomidorowym. Pod koniec pieczenia posypać papryki startym żółtym serem i poczekać aż się stopi.

Do tego - zostały mi z wczorajszego grilla dwa duże ziemniaki które najpierw gotowałam w mundurkach a później piekłam w piecu z oliwą i przyprawą do ziemniaków. Wczoraj jedliśmy je (w całości, w skórkach) z sosem czosnkowym. Mogłam je wyrzucić, ale wymyśliłam do powyższej papryki banalnie prosty dodatek:

Ziemniaki zapiekane z pomidorami (ziemniaki z wczoraj, pomidory z ogródka :)))


Ugotowane w mundurkach duże ziemniaki obtoczyć w oliwie wymieszanej z przyprawą do ziemniaków lub ulubionymi ziołami, pokroić w grube plastry.
Mięsiste pomidory pokroić w poprzek  w grube plastry.
Układać plastry na przemian na blaszce lub folii aluminiowej. Posolić, posypać tymiankiem - ja dałam bo miałam (własnej roboty) suszone pomidory w oliwie drobno posiekane (to czarne - w czasie pieczenia ziemniaków  tak ściemniały). Całość skropić obficie oliwą od pomidorów w zalewie albo jak ktoś nie ma to zwykłym olejem. I zapiekać. Mniam :)


Dla dzieci - szaszłyk z kurczaka (połówką piersi + frytki można "nakarmić" 4 osoby :))))

Kurczak, boczek, 3 pieczarki, kawałek papryki:


No i coś na deser - też najprostsze na świecie i sezonowe bo z malinami więc można skorzystać z ogródka :)

Rolada z bitą śmietaną i malinami:


Upiec biszkopt na dużej prostokątnej blaszce, nie może być za wysoki, ja robię na 5 jaj.
Przepis stosuję od dawna ten sam i zawsze wychodzi: ile jajek tyle łyżek cukru, tyle łyżek mąki ziemniaczanej, tyle łyżek mąki pszennej i duża szczypta proszku do pieczenia.
A więc:
Z 5 jaj oddzielić białka i ubić je na sztywno, ubijać dalej dodając 5 łyżek cukru. Następnie najwolniejszymi obrotami miksera wmieszać do białek żółtka. Następnie 5 łyżek mąki ziemniaczanej i 5 łyżek mąki pszennej odmierzyć do miseczki, dodać proszek do pieczenia (no tak 1/3-1/2 łyżeczki) i wymieszać go z mąkami, wsypać je przez sitko do masy jajecznej łącząc te składniki poprzez delikatne mieszanie drewnianą łyżką.
Masę wylać na blachę KONIECZNIE WYŁOŻONĄ PAPIEREM DO PIECZENIA.
Piec jakieś 20 minut w 180 stopniach.
Po skończeniu pieczenia, natychmiast wyjąć ciasto z pieca, i posługując się papierem na którym się piekło zwinąć (od krótszego boku) razem z tym papierem w rulon.
Jak pozwoli się mu choć trochę przestygnąć to nie da się zwinąć tylko się połamie. Jak zwiniemy bez papieru to może się posklejać i też połamać.
W postaci zwiniętej zostawić do wystygnięcia.

Około 400 ml śmietany kremówki ubić na sztywno dodając 2 opakowania śmietan-fixu i ze 2 łyżki cukru pudru (najlepiej przez sitko żeby nie było grudek).

Całkowicie wystudzone ciasto delikatnie odwinąć na płasko, rozsmarować bitą śmietanę i ułożyć wcześniej umyte i osuszone maliny. Oczywiście mogą być inne owoce, np. pokrojone brzoskwinie z puszki.
Rulon ciasta zwijamy ponownie z zawartością, starając się to zrobić stosunkowo ciasno ale z wyczuciem żeby nam cała śmietana z niego nie wyszła :) Żeby ładnie wyglądało na talerzu ściąć końce rolady dla wyrównania i koniecznie te obrzynki skonsumować :)

I już. Dobrze schłodzić. Tuż przed podaniem oprószyć cukrem pudrem (tuż przed podaniem bo cukier wsiąknie w ciasto po pewnym czasie). Najlepsze w dniu wykonania bo śmietana wiadomo że po dłuższym czasie trochę siada :)

 Przed nami ostatni tydzień wakacji. Gratuluję sobie i nam że nam się udało to przetrwać i zorganizować opiekę dla dzieci na całe dwa miesiące.
Ponieważ jestem mądrzejsza o doświadczenia, nie mam zamiaru stosować żadnych szaleństw przedwrześniowych, na spokojnie pozałatwia się w następnym tygodniu, będą na pewno przeceny, poza tym sama nie wiem co oni potrzebują do szkoły i przedszkola bo mam nadzieję że (przynajmniej w szkole) sporo materiałów zostało z zeszłego roku. Książki dla Anie częściowo mamy  - angielski i religię, a zestaw podstawowy już zamówiłam w Gandalfie - jego cena w porównaniu z czerwcem jest niższa o ponad 30 zł i dodatkowo przesyłka gratis :)
Właściwie muszę im przed pierwszym dniem kupić tylko kapcie bo bez tego nie mogą iść i dla Ani pióro. Piórniki już mają. Parę rzeczy - farby, plasteliny, kredki - przywieźli Dziadki - kupili to będąc w Czechach, najciekawsze jest to że połowa tych rzeczy to wyroby polskie :) i mają tylko czeskie nalepki.

Cały czas przymierzam się do kolejnych porządków na strychu, stoją tam jakieś wory z ciuchami chyba już od 5 lat nie otwierane, no to znaczy że należy je wyrzucić.

- Mamo, ale ty już jesteś stara bo masz takie wielkie stopy - powiedział mi Syn.

A właściwie dlaczego o każdej części cała można powiedzieć "naga" a o stopie mówi się bosa?

czwartek, 24 maja 2012

Poranek:

Update piątek:
Zrobiłam ciasto 3-BIT (pierwszy raz w życiu) - na przedszkolny Dzień Matki który jest dziś.
Zajrzałam do niego właśnie po nocnym leżakowaniu w lodówce i oczywiście śmietana siadła jak szlag. Zapewne jak zwykle za bardzo ją ubiłam - nie potrafię ubijać śmietany! Trudno. Może będzie chociaż jadalne...
przepis z tej strony

Składniki:
  • 1 puszka masy krówkowej lub puszka słodkiego mleka skondensowanego (500g)
  •  75 sztuk herbatników
  • 400- 500ml słodkiej śmietany 30- 36%
  • 2 opakowania śmietan-fix
  • ok. 50- 100g dowolnej czekolady 
Masa budyniowa:
  • 500ml mleka
  • 2/3 szklanki cukru (= ok. 130g)
  • 2 żółtka
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej (ok. 40- 45g)
  • 3 łyżki mąki pszennej (ok. 40- 45g)
  • ok. ¾ kostki masła ( ok. 180g)
Sposób przygotowania:
  1. Jeśli mamy puszkę słodkiego mleka skondensowanego, należy gotować ją w garnku z wodą na małym ogniu przez 3 godz. (Puszka musi być cała pokryta wodą). Jeśli korzystamy z gotowej masy krówkowej, należy najpierw przygotować masę budyniową (według punktu 2), a następnie puszkę z masą krówkową wsadzić na parę minut do gotującej się wody. (Miękki karmel będzie łatwiej się rozsmarowywał).
  2. Przygotować masę budyniową. 1 ½ szklanki mleka i cukier zagotować. Pozostałe mleko wymieszać dokładnie z żółtkami i mąkami. Dodać do gotującego się mleka, szybko mieszając, aby nie powstały grudki. Chwilkę gotować (około 1 min), aż budyń zgęstnieje. Pozostawić do ostygnięcia. Miękkie masło utrzeć mikserem na puszystą masę. Dalej miksując, dodawać stopniowo zimny budyń.
  3. Formę prostokątną o wymiarach około 35x24cm wyłożyć herbatnikami. 5 herbatników wzdłuż i 5 wszerz.
  4. Na herbatnikach rozsmarować lekko ciepłą masę krówkową. Wyłożyć drugą warstwę herbatników. Kolejno wyłożyć masę budyniową, na nią ostatnią warstwę herbatników.
  5. Ubić śmietanę ze śmietan-fix. Śmietanę wyłożyć na górę i posypać startą czekoladą.
  6. Ciasto wstawić do lodówki, na co najmniej 12 godz.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

A poza tym zepsuła mi się pralka lub (mam nadzieję) zapchał się filtr/odpływ czy nie wiem co tam jeszcze może się zapchać.
I mam mega hiper migrenę.


czwartek, 19 kwietnia 2012

Mam drugą w dniu dzisiejszym migrenę :) No - chyba burza idzie.
Ale w końcu zrobiła się wiosna. Choć muszę przyznać że nadal nie mam natchnienia zająć się ogródkiem itd.

Mimo monotonii dnia codziennego czasami ten dzień mnie zaskakuje. Np. dziś zaskoczyło mnie moje młodsze dziecko pytaniem: dlaczego świnia nazywa się świnia.
No i co tu można mądrego odpowiedzieć ... chyba tylko to że "bo jest świnia" :)

Również moja praca potrafi mnie jeszcze zaskoczyć, mimo ponad 10 lat w zawodzie zdarza mi się widzieć coś po raz pierwszy. I to jest fajne. Byłyśmy dziś z Kaśką na kontroli "gospodarstw akwakultury" czyli po ludzku mówiąc na stawach karpiowych. Mogłyśmy zobaczyć odłów narybku karpia - to znaczy takiej oto rybki, w wieku niecałego roku żywota swego:


Myślę że każdy potencjalny konsument karpia powinien zobaczyć ile pracy jest przy wyhodowaniu dorodnego karpia na wigilijny stół, na pewno nie każdy ma świadomość że potrzeba na to około 3 lat, wielokrotnych odłowów, godzin pracy w nieciekawych często warunkach.

Ania jest na urodzinach koleżanki z klasy. Powiedziała mi wczoraj że chyba nie pójdzie na te urodziny bo jej się nie chce. Zapytałam ją wtedy, jak ona by się czuła gdyby zaprosiła gości na urodziny i nikt by nie przyszedł bo by się nikomu nie chciało.
Klapka się jej od razu otworzyła i powiedziała, że dobra jednak pójdzie. Bo przecież Zosi będzie przykro jak ona nie przyjdzie.

Ze szkoły wróciła dziś czarna jak górnik. Bo się z dziewczynami bawiły w krzakach obok szkoły. Nawet nie chce wiedzieć co tam robiły :) To znaczy wiem - bawiły się w dom. A jedna koleżanka się posikała w majty bo zapomniała że jej się chce. I Ania się jej pomagała przebrać. Łomatko.
Co do szkoły to Ania jest leń - trzeba ją pilnować czy ma coś zadane bo zapomina, nienawidzi pisać - bazgrze jak kura lewym pazurem, odrabianie lekcji ją nudzi, przepisuje z bykami. Tragedia. Trzeba ja pilnować żeby się spakowała do szkoły, a jak wychodzi do szkoły to żeby w ogóle tornister zabrała. Ale z czytania przynosi same 6-tki. (bo wiecie - czyta "wodniście") :)))
No a - nie pamiętam czy pisałam - w konkursie recytatorskim zajęła 1-wsze miejsce.

Janusz oczywiście w Katowicach, przygotowują Forum Nowej Gospodarki w związku z czym stary to się już chyba w ogóle z domu wyprowadzi - wyjechał w środę, wraca jutro.

Zrobiłam niedawno przepyszną zupę cebulową - moja rodzina oczywiście nie była specjalnie zachwycona - ale to raczej normalka - jednakże ja wam szczerze polecam - pyszne i wykwintne :) (nadaje sie na obiad dla teściowej :) - a do tego proste i błyskawiczne!

Zupa cebulowa

(zdjęcie "zapożyczone" z sieci ponieważ Mateusz załatwił na amen mój aparat)

Jak zwykle na oko :)

Ze 4 cebule - pokroić cienko w półplasterki - udusić na maśle
Do tego wcisnąć (praską) czosnek - no tak dobrze z 6 ząbków.
Jak będzie miękkie, oprószyć mąką i zalać gorącym bulionem (dałam z kostki).
I już prawie koniec :) Doprawić solą, pieprzem. można mielonym kminkiem i KONIECZNIE - tymiankiem!!!!
Z pszennej bułki zrobić grzaneczki (bułka w kostkę - usmażyć na chrupko na masełku).
Zupę wlać do kokilek, posypać drobno startym żółtym serem i na wierzch grzanki.
Można wstawić na chwilę do piekarnika żeby ser się trochę zapiekł ale ja nie wstawiałam.
Mniam.

czwartek, 29 września 2011

Rodzina twierdzi że w kuchni ŚMIERDZI :

------------------------------------------------------
Gruszki marynowane Siostry Anastazji

Składniki:

1 kg gruszek (miałam tego więcej a więc i całej reszty więcej)

sok z 1 cytryny

Zalewa:

½ l octu winnego 6% (wzięłam ocet jabłkowy 6%)

20 dag cukru

½ l wody

1 laska cynamonu

kilka goździków

Gruszki obrać, przepołowić i wydrążyć gniazda nasienne.
Zanurzyć w wodzie z sokiem cytrynowym.
Wodę (½ l) zagotować z octem, cukrem, przyprawami i do wrzącej zalewy włożyć gruszki dobrze osączone z wody.
Gotować na wolnym ogniu przez ok. 3 min. Gdy będą "szkliste", odstawić na kilka godzin (najlepiej na noc) do wystygnięcia.
Następnie przełożyć gruszki do słoików, a zalewę ponownie zagotować i przestudzić.
Chłodną zalewą zalać gruszki w słoikach.
Dobrze zakręcone słoiki pasteryzować przez ok. 20 min.

-------------------------------------------------------------
Chutney jabłkowy

Przepis oryginalny znaleziony gdzieś w sieci wygląda tak:

1,5 kg jabłek, 3 cebule, 0,3 kg rodzynek, szklanka wody lub białego wytrawnego wina, szklanka octu jabłkowego, 0,4 kg cukru, kolendra, imbir, sól.

Jabłka obrać, przekroić i wyciąć gniazda nasienne, pokroić w kostkę i skropić sokiem z cytryny. Cebulę obrać i posiekać. Rodzynki przelać na sicie wrzątkiem.

Jabłka, cebulę i rodzynki włożyć do rondla, wlać wodę (wino), dusić ok. 20 min.

Wlać ocet, wsypać cukier, przyprawić do smaku kolendrą, imbirem i solą, gotować na małym ogniu ok. 2 godz.

Gdy sos zgęstnieje, gorący przełożyć do słoików i pasteryzować 15 min.

Znakomity dodatek do mięs, zwłaszcza do indyka i kurczaka.

Ja - jak zwykle improwizacja i wszystko na oko :) Ponieważ nie byłam w stanie zgromadzić wymaganych przypraw kupiłam mieszankę "przyprawa do grzanego wina i piwa" Prymatu. Składa się z: cukru, goździków, gałki muszkatałowej, imbiru, cynamonu, ziela angielskiego i kolendry.

Do tego dołożyłam jeszcze pieprz cayenne (oczywiście odrobinę) po przejrzeniu kilku przepisów na ten sos - każdy zawierał nieco inne dodatki.

Jeszcze w garze ale już pachnie oszałamiająco i smakuje też.

--------------------------------------------------------------------------------

Nie żebym nie miała co robić, ale jak spojrzałam dziś rano na te tony owoców gnijące pod drzewami to mnie serce rozbolało.

A że u nas żadne kompoty i dżemy nie idą dlatego poszperałam za czymś innym.

No więc gotujący się ocet + cebula. Do tego przypalił mi się popcorn. No to niektórym faktycznie śmierdzi :).

No to na dokładkę wrzucam tu żebym jutro znowu nie szukała (bo mam zamiar potrwać w oparach octu z przyprawami korzennymi):

-----------------------------------------------------------------------------

Sekret rodzinny - przepis na Dynię Babci Zosi A. (mojej osobistej):

1 kg dyni, 1/2 l octu, 3/4 kg cukru, szklanka wody, skórka cytrynowa, migdały, cynamon w laskach, goździki.

Pokroić w kostki, sparzyć octem i zostawić na 3 - 4 godzin. Przygotować lukier z wody i cukru, wrzucić dynię, cynamon (KORA!), skórkę cytrynową i goździki i smażyć dopóki będzie przejrzysta. Po wystygnięciu złożyć do słoja i przesypywać migdałami.

Przy smażeniu można ewentualnie dolewać ocet i dodawać cukier do smaku.
Przed zalaniem dyni w słoikach wyjąć z płynu goździki, bo dynia zaczernieje.
Migdały niekonieczne.

--------------------------------------------------------------------------

Młody wychodzi z anginy, dziś rozpoczęła Ania. Autentycznie cieszę się ze idę jutro do pracy po tym jednym dniu z dwójką chorych dzieci w domu (można oczadzieć i dostać pypcia).

piątek, 25 lutego 2011

Wczorajsza rozmowa z Młodym: sąsiad go odbierał z przedszkola, a ja od sąsiada - widzę że ma inne ciuchy ubrane niż miał rano wychodząc z domu:

ja: Mati, a ty masz inne rzeczy, musiałeś się przebrać w przedszkolu?
Mat: tak - jadłem i pani Karolina mnie przebrała.
ja: aaa to się czymś oblałeś, tak?
Mat: tak, oblałem się.
ja - drążę temat mając na uwadze to że te "oblane" rzeczy zostały w przedszkolu bo sąsiad nie wiedział że jak coś na szafce leży to jest do zabrania: to czym się oblałeś? zupką czy piciem?
Mat: sikami.

************************************************************

Baletnica (rychło w czas ściągnęłam zdjecia z aparatu):



No i wczorajsze kokosanki (chodziły za mną od dawien dawna):



Składniki

  • 200 g wiórków kokosowych
  • 50 g masła
  • 3/4 szklanki cukru
  • 3 łyżki mleka (opcjonalnie -- patrz przepis)
  • 2 białka
  • 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej

  • Masło rozpuścić w rondelku. Następnie dodać cukier, mieszać, aż się rozpuści, dodac mleko
  • Następnie dorzucam kokos. Masa będzie gęsta do wymieszania, ale taka ma być.
  • Z białek ubić pianę -- sztywną. Pod koniec, jak już jest ubita, dodać 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej.
  • Przestudzoną masę kokosową dodać do ubitej piany.
  • Wymieszać mikserem na niskich obrotach lub łyżką.
  • Na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia lub wysmarowanej tłuszczem układać porcje kokosowej masy
  • Wstawić do nagrzanego do 180 C piekarnika i piec około 15-20 minut. aż się zrumienią.
  • Na początku kokosanki będą miękkie, wiec troszkę muszą przestygnąć i wtedy dopiero zdjąć je z blachy.

niedziela, 5 grudnia 2010

Popełniłam pierwsze w sezonie piernikowym egzemplarze!
(odgapiłam oczywiście pomysł na pierniki na patyczkach :)))

A więc - vol 1 2010 - Spécialité de la maison:


+ oczywiście reszta "normalnych" - w połowie już skonsumowanych :)

Ponieważ już było pytanie od przepis, więc zawczasu go wrzucam:

Mój sprawdzony (od lat) przepis na pierniczki:

• 50 dag mąki (daję na oko)
• 20 dag cukru pudru (daję na oko)
• 20 dag miodu (daję na dwa oka)
• 12 dag masła lub margaryny (daję na oko pół kostki)
• 1 jajo
• 1 dag sody oczyszczanej (nie wiem ile to jest 1 g więc daję porządne pół łychy)
• 2 łyżki stołowe przypraw korzennych do piernika (daję całą paczuszkę)

Robi się tak:
Mąkę wymieszać z sodą w misce, zrobić wgłębienie na środku.
Wbić jajo, lekko zamieszać.
W garnuszku rozgrzać: miód + przyprawy korzenne + cukier + masło - i jak przestygnie wlać do mąki.
Zagnieść ciasto jak na pierogi. Wyrabiać aż będzie gładkie i jednolite w przekroju.

Rozwałkować (dość grubo) podsypując mąką, żeby się ciasto nie kleiło i wycinać foremkami.

Ciastka powinno się piec w nagrzanym piekarniku (około 180 stopniach), na blaszce oprószonej mąką, dokładnie 7 minut i ani chwili dłużej!!!!!! - w momencie wyciągania sprawiają wrażenie surowych ale to tylko taka ściema :)

Poza tym właśnie wróciliśmy z kina - z filmu:


I powiem tak - FILM JEST NA 6+ , żeby nie powiedzieć WOW :)
Dawno nie widziałam tak dobrej kreskówki - nie wiem czy nie jest lepsza od Shreka .... no po prostu musicie na to iść.
Jeśli Mateusz przez cały film ani razu nie wstał to naprawdę musi coś znaczyć :)
Całe kino po prostu rżało - od małych po starych :)))

To idę robić akcję "poniedziałek 6 rano" - tj. ciuchy przygotować dla wszystkich, śniadanie dla starego, a do tego jeszcze muszę za Mikołaja zrobić ;)

niedziela, 28 listopada 2010

Dziś - festival Muffinek :)

Vol1:
Muffinki wytrawne na śniadanie:

1.Piekarnik nagrzać do 200 stopni.
2. Foremkę muffinkową wyłożyć plasterkiem szynki
3. Do każdej wbić jajko:
4. Na wierzch łyżkę śmietany:
5. I na górę dużo tartego sera:
6. Do pieca na 20 minut.

Mniam mniam :)


Vol2:
Muffinki czekoladowe


Piec nagrzać do 185 stopni.

I miska:
200 g mąki
szczypta soli
1/2 łyżeczki sody
2 łyżeczki proszku
cukier waniliowy
100 g cukru
2 czubate łyżki kakao

II miska
2 jajka
2/3 szkl mleka
posiekana drobno gorzka czekolada (1 tabliczka)
3 łyżki masła stopionego

połączyć I i II miskę - krótko miksować
wypełnić masą foremki (ilość na 12 -14 foremek)


piec 25 minut.



piątek, 12 listopada 2010

Czy wypada iść spać o godzinie 21szej?
Bo zasypiam na siedząco.
Nie pamiętam już kiedy miałam jakąś normalnie przespaną nockę.
Czas leci jakoś dziwnie szybko.
Czy to normalne żeby już była połowa listopada?
Zastanawiam się już nad świętami - znowu te same dylematy - gdzie, z kim, u kogo ... na samą myśl o dorocznym spędzie - słabo mi. Może powinnam odczuwać radość z powodu możliwości spędzania świąt w licznym rodzinnym gronie :)))) jednakże to konkretne grono wprowadza zwyczajowo atmosferę chaosu, zalatania i zmęczenia oraz ogólnej nerwowości. No więc cóż to ma wspólnego z świąteczną zadumą i niespieszną celebrą? :) W sumie to marzyłoby mi się spędzenie tych dni w naszym 4 osobowym gronie - już teraz wiem że to niewykonalne.
Podobnie osłabia mnie myśl o świątecznych porządkach - bo nie wiem jak to jest ale ostatnio nie mogę dojść do ładu nawet z bieżącym sprzątaniem - nie wspomnę więc o takim dokładniejszym. Ja nie wiem - jakaś coraz mniej wydolna jestem.
Może jak dzieci zaczną mi znowu fundować normalnie przespane noce to będzie lepiej - bo ileż można ciągnąć bez snu, z wstawaniem o 6tej rano niemal dzień w dzień (no powiedzmy że w weekendy dzieci łaskawie pozwalają mi pospać do 7mej - heh) - teraz jeszcze ten remont i choróbska.... normalnie nie ma czasu żyć.
Remont już częściowo zakończony - tj. ta mega brudna część, zostają jeszcze listwy pod sufitem i inne takie pierdoły w stylu opalenie drzwi :))) Już to widzę jak to robię :)
W pracy postanowiłam mniej się denerwować i mniej przejmować narodem - zamiast wydzwaniać i n-razy łaskawie prosić o jeszcze łaskawsze podejście do inspektoratu i doniesienie jakiegośtam papierka - pisać oficjalne wezwania do uzupełnienia wniosku. A jak się nie podoba to na drzewo ;)
Marzy mi się też ostatnio (w pracy) większe biurko bo ponieważ pracuję na laptopie to na resztę rzeczy (tj. papiery) na blacie zostaje dość niewiele miejsca.
Dzieciaki w miarę sobie radzą z patogenami - młody to wogóle nie poznać że kilka dni temu był w tak złym stanie, krople dla Batmana* pozwala sobie podawać niezwykle dzielnie (choć za każdym razem jest lament bo jednak - choć nie miały - spływają mu do buzi i są niedobre).
W ostatnich dniach kiedy coś zbroi i dostaje ode mnie opieprz - przytula się i mówi: "koocham cię, moja agatka, moja dupcia, moja mamuśka" - leję :))))
Ania natomiast choć zaczyna chyba wchodzić w ciężki wiek kiedy to będę mówić o niej "eh ta dzisiejsza młodzież" - leniwe toto i przemądrzałe się robi - nadal najbardziej lubi bawić się pieskami pluszowymi. Ostatnio doszła zabawa lalkami Barbie - zresztą młody bawi się razem z nią. No i klocki im się przypomniały. Ania czyta wszystkie możliwe napisy i etykiety. Oraz zadaje "dziwne" pytania - dziś np. pytała co to znaczy "wyrok". Chyba znowu tvn24 analizowała (o dziwo lubi oglądać wiadomości - chyba ma to po babce z cch :)))))
Stary w pracy tj robi zdjęcia na Biesiadzie Śląskiej w jednej knajpie. Ten się nasłucha muzy :)))

_____________________________________________________
*laryngolog kazała podawać je w pozycji leżącej z głową zwieszoną w dół z krawędzi łóżka; aby więc młodego namówić ten zabieg wymyśliliśmy teorię że teraz będzie zabawa w nietoperza - a człowiek - nietoperz dostaje krople super mocy :)

No i jeszcze nawiązując do tematyki świątecznej :) - dostałam od Beatki przepis na:

Christstollen
który niniejszym tutaj notuję bo jakoś mam w zwyczaju przepisy Beatowe szybko gubić :))))


500 g mąki + 150 g cukru + 200 g masła (margaryny) + 3 jajka + 1 mały proszek do pieczenia + 250 g serka homogenizowanego waniliowego + szczypta soli + 1 olejek "Butter wanille" - zagnieść; rozwałkować.
Na to rozwałkować warstwę masy marcepanowej i posypać 100 g pokrojonych i podpieczonych na maśle migdałów.
Wszystko zwinąć jak roladę.
Piec ok. godziny w 175 stopniach.
Zaraz po wyjęciu z pieca posmarować masłem i posypać cukrem pudrem.

Fotka podprowadzona z sieci, widzę że tam w cieście jeszcze jakieś chyba rodzynki są ale czy ja wiem czy to do marcepana pasuje? :)

czwartek, 30 września 2010

Niebanalny ... DŻEM Z DYNI (przepis od Natki :)

1 kg dyni (próbowałam z dwóch odmian i zdecydowanie lepsza była ta wielka kulista z pomarańczowym miąższem)
0,5 kg cukru
skórka z pomarańczy lub cytryny
(ja dałam pudełko kandyzowanej)
250 g migdałów w płatkach (ja dałam taką właśnie) lub słupkach
cynamon do smaku

Dynię obrać ze skóry, pokroić na małe kawałki, wrzucić do garnka, zasypać cukrem i zostawić na pół godziny aż zacznie puszczac sok.
Dorzucić skórkę, cynamon i mieszając gotowac na małym ogniu.
Gdy zacznie bulgotać (heh) dołączyć migdały i mieszając gotować jeszcze około godzinki (zależy od dyni). Można zagęścić dżemfixem (ja nie zagęszczałam).

Jak wszystko - kwestia gustu ale jak dla mnie R E W E L A C J A ! :)

.............

Czy ja już pisałam (tak wiem - chyba ze 100 razy :)) że uwielbiam jesień? :) Nawet jak leje deszcz!!!!

niedziela, 29 sierpnia 2010

Robiłyśmy wczoraj placuszki z cukinii z Lawendowego Domu - przepis kopiuję aby posiadać, ponieważ placuszki są pyszne i nawet Ania która nie je ŻADNYCH warzyw - jadła i jej smakowały! WOW :)

Placuszki z cukinii z sosem jogurtowym
1 spora cukinia (ok. 300g)
1 duża lub dwie mniejsze cebule
2 jajka
3 łyżki mąki
sól
olej do smażeniana
sos: 250 ml jogurtu greckiego, 1 ząbek czosnku, szczypta soli, kilka listków bazylii

Cukinię (nie obraną) zetrzeć na tarce o dużych oczkach. Cebulę zetrzeć lub zmiksować w mikserze, dodać do cukinii. Do warzyw wbić jajka, dodać mąkę i sól. Wymieszać. Smażyć małe placuszki na rozgrzanym tłuszczu na złoty kolor.Czosnek przecisnąć przez praskę, dodać do jogurtu. Wymieszać, doprawić solą i świeżą bazylią. Sos można wzbogacić obranym ze skórki i pokrojonym w drobną kostkę pomidorem.

Ponieważ na tamtym blogu podano, że do wykonania niezbędna jest córka (bądź syn) - zagoniłam do roboty - oto krótki fotoreportaż:











Zorientowałam się że wogóle nie chwaliłam się w tym roku moimi plonami, część już dawno się skończyła, cześć się kończy (np fasolka), część zaczyna (pomidory) - natomiast na te czekam z niecierpliwością bo uwielbiam dynię na słodko-kwaśno ze słoika i chcę sobie taką w tym roku zrobić:
No i spacer wkoło komina - na czas oczekiwania na upieczenie się lasagne która mieliśmy dziś na obiad (trochę mało niedzielny obiad jak na śląską wieś ale co tam - ważne że została przez rodzinę przyjęta entuzjastycznie :))

Idą idą dzieci drogą siostrzyczka i brat ...


"Nasza" krowa* - poniżej Ania karmi ją jabłkiem:

* krowa którą sąsiad mieszkający na końcu ulicy wypasa na naszym polu za płotem.




Miałam dziś totalną niemoc - no dosłownie nie miałam siły ręki podnieść a gdzie usiadłam tam zasypiałam. Zaczęło się od budzika w telefonie o godzinie 6tej rano którego to zapomniałam dezaktywować po wczorajszym wstawaniu do pracy. Dzieciaki ostatnio mają znowu fazę łażenia w nocy - oba ładują się na moją połowę łóżka - a jak przewracam się "na waleta" na brzeżku żeby mieć miejsce chcociaż na obrócenie się z boku na bok - to budzę się z obojgiem przekręconym głową w nogi czyli tak jak ja. Nie muszę pisać że wysypianie się w tej konstelacji idzie średnio. Potem migrena!
I tak cały dzień się ciągnęło ... ale wieczorem po kolejnej kawie stwierdziłam że COKOLWIEK muszę dziś zrobić bo tak być nie może - w związku więc z 1 wrześniem wzięłam się za dzieciaków pokój.

Akcja eliminacja:

Ania nie może się zdecydować gdzie chce mieć urodziny - najpierw mówiła że absolutnie nie mcDonalds bo jej się tam nie podoba, a dziś już zmieniła zdanie że "tylko tam". Zwariuję z nią.
Na prezent chce chomika. Którego oczywiście niestety nie dostanie.
Na liście gości jest jakieś 10 dzieci ... litości! :)