sobota, 27 lutego 2010

O 7mej rano, będąc jeszcze w czeluściach odchłani snu moja podświadomość zarejestrowała żądanie: MAMA BAZEN Brrrrr!
To Syn siedząc na mnie okrakiem nie przyjmując do wiadomości słowa sprzeciwu zaplanował dziejszy dzień.
Oł noł, znowu basen???
Smażąc kotlety negocjuję kulki (figloraj).
Robota w domu leży odłogiem.

piątek, 26 lutego 2010

Update wieczorne:
------------------------------

Bylim :)

Miałam sprytny plan wykończyć ich, po czym mieć długi spokojny wieczór dla siebie - bo że padną :) Nie przewidziałam tylko jednego - że ja będę wykończona bardziej niż oni :)
Dawno nie byliśmy na basenie a więc wrażenia:
O matko to była "maskara" - ani jedno ani drugie po raz pierwszy chyba wogóle się nie bało, młody to robił mi awanturę za kazdym razem jak WSKAKIWAŁ do wody a ja chciałam go asekurować - właził po dnie sam tak głęboko aż zaczynał nabierać wody buzią. Ania to samo (zawsze bała się zamoczyć buzię).
Młody zrobił mi mega histerię jak po chyba prawie 3 h zarządziłam odwrót do domu. Jak przyszliśmy tam to trwały zajęcia nauki pływania - szkółki dla dzieci, po zakończeniu zajęć pan instruktor chodził wkoło małego basenu, chodził, chodził po czym PODSZEDŁ DO NAS i zaprosił na zajęcia nowej grupy dzieci która zaczyna 19 kwietnia. No nie powiem - niczego sobie ten instruktor był (hihi) - muszę zobaczyć ile ta przyjemność kosztuje i czy mnie stać (bo jeszcze wstępnie zdecydowałam się na te konie dla Ani od wiosny). Po dzisiejszym dniu to młodego bym dała do takiej szkółki ale on jest za młody bo ta szkółka jest od 5 lat.
Ale dzieci były łaskawe i pozwoliły mamie na koniec machnąć 2 długości basenu siedząc grzecznie na krzesełkach owinięte ręcznikiem.

Stary juz na miejscu, wysłał mi zdjęcia swojego pokoju. Ma tam DWA ŁÓŻKA!!!!!!!!!
-------------------------------------------------------------------------------------

Pada deszcz.
Stary właśnie pakuje się bo zaraz jedzie do Szklarskiej Poręby na Slalom Gwiazd.

Ehm ehm. A tu będzie spał. EHM EHM EHM.

Muszę umyć lodówkę bo coś w niej capi i nie wiem co.
I przetrwać deszczowy dzień z potworami w domu bo deszcz a stary zabiera peżota wiec dalsze wycieczki odpadają (zostaje uno - mało komfortowe ale się kula :).
Choć mam mały pomysł - basen Gorzyce - wstęp kosztowałby naszą trójkę 10 zł za godzinę (heh :) Musiałabym tylko najpierw przygotować jakiś obiad bo po powrocie byłby napad na lodówkę. No jeszcze przemyślę temat ...

czwartek, 25 lutego 2010

Wycieczka zagraniczna (Ostrava) się odbyła, nie zabłądziłam, dzieci nie pogubiłam, nie wszczęłam awantury międzynarodowej, nie złamałam chyba żadnego przepisu drogowego (choć oznakowanie u nich bywa dziwaczne), zaliczyłam sikanie Mateusza na ulicy w środku dzielnicy cygańskiej (bałam się wyjść z samochodu szczerze mówiąc ale wołał SIKU to co było robić), w Zoo dogadałam się z obsługą (po polsku :), dzieci nie pomordowałam choć mało brakowało w kilku momentach, Mateusz był bez pieluchy i się nie posikał :), wycieczkę odpokutowuję teraz mega migreną a dzieci są bezlitosne i nie przyjmują tego do wiadomości.
Zdjęć mało bo nie dałam rady pchać wózka, pilnować ich i jeszcze zdjęć robić :)
Dziś i jutro mam urlop bo Stary jedzie na roboty.
Dziś do Warszawy - na Viva Comet - wraca w nocy albo jutro o bladym świcie.
Ja mam pracy w domu full ale ze względu na pogodę przedwiosenną oraz fakt że dzieci dostają jajo w domu oraz drugi fakt że na dworze na podwórku syf i we wsi też syf - wymyśliłam że chrzanię robotę tylko zabiorę ich na wycieczkę - a żeby było: blisko, atrakcyjnie, nie wykańczająco dla mnie i miło TEŻ dla mnie :) - wymyśliłam Zoo w Ostravie. Choć mam cykora jechać sama z dziećmi ZA GRANICĘ :))) No ale dobra - zaryzykuję - patrzyłam na pogodę tam - ma być 10 stopni ciepła. Dzieci jeszcze nie wiedzą i nie powiem im aż same zobaczą cel.

Wiosna w powietrzu, pod ziemią i wszędzie obecna.

Szczypior w kuchni mi wyrósł samodzielnie leżąc w miseczce - wsadziłam go więc do ziemi:

Dzieci świetnie się dogadują no i ŻROM.
Jejku jak oni żrom - tylko że nie wiem czemu zaczynają o 22giej wieczorem. Częściowo ma to związek z tym że Ania ma nowe hobby - robi sama kanapki - sobie - a wiec to co zrobi to zjada, a przy okazji robi "braciszkowi" - i braciszek o dziwo też zjada to co mu starsza siostra przygotuje. Młody wczoraj jadł najpierw zapiekanki, potem frankfuterkę .... potem wyskoczył że on chce "z łełem" - tj chleb z dżemem. A jak ja już spać go kładłam to ozajmił mi "mama - JAJA AM!". No nie - gotować jajek o 23ciej w nocy nie miałam zamiaru - w związku z czym syn się obraził.
I to bez herbatki dla niejadka. A propos - herbatka dla bystrzaka bardzo smakuje, dodaję trochę miodu.
Ja jestem słaba jak nie wiem co - zasypiam na stojąco i kawa nic nie daje. Nie mam kiedy badań zrobić.
No i jeszcze wieczorne igraszki piżamowe:


Wczoraj postanowiłam zmaterializować moje punkty w systemie 5plus - i takie dziadostwo tam mają że naprawdę nie ma w czym wybrać. A jak już zdecydowałam że zamienię je na wodę toaletową (11.300 punktów) to okazało się że brakuje mi 34 punkty! aaaaaa ale się wściekłam :))) no to muszę poczekać aż mi się dobiją kurdę ... :)

wtorek, 23 lutego 2010

Bystrzaki atakują:

www.herbusie.pl


Miałam napisać opinię o pierwszej partii herbatek a tu już druga dotarła a ja nic.
No to nadrabiam - będzie brutalna prawda :))))
Herbatka dla niejadka - testowana przez dzieci moje i znajome :): Mati - lat prawie 3, Ania lat 5,5, Kuba lat eee chyba 9?, Michał lat prawie 7.
Opinia dzieci - 2:2 - to znaczy dwójce smakowała (Mati i Kuba), dwójce zdecydowanie nie (Ania i Michał).
W/g mnie - jak na herbatkę dla niejadka - czyli dziecka zdecydowanie wybrednego smakowo i nieufnego do nowości - herbatka zawiera zbyt duży dodatek anyżu, który to smak/zapach wybija się ponad wszystkie inne i sprawia że jest ona hmmm mdława w odbiorze. Anyż jak wiadomo jest dość specyficznym aromatem i nie każdy go lubi - ja także nie przepadam szczerze mówiąc :) Namówić więc niejadka do polubienia takiego "dziwnego w smaku" napoju to niezwykle ciężka sprawa :)

Chłopcy którym smakowało: Młody Mat - smakuje mu wszystko :P co się da wypić - a Kuba - jest amatorem anyżu :)

Dziś - herbatka dla bystrzaka - jak widać moje bystrzaki komputerowe w gotowości testerskiej - spróbowaliśmy wstępnie - smak jabłkowy z dodatkiem skórki pomarańczy zdecydowanie bardziej nam odpowiada - ale potestujemy - zobaczymy :)

A poza tym?

Dzieci TFU TFU zdrowe! ŁAŁ! :)
Młody był dziś u dentystki - ma zrobione czwóreczki na górze - jest wzorem we wzorek wśród pacjentów chociaż taki mały. 1000-procentowa współpraca.
Ania w tym czasie była u mnie w pracy, pojechała ze mną na kontrolę punktu ogierowego i miała radochę. Potem zarywała Beatkę w sekretariacie i latała w rajstopach po korytarzu - bo na kontroli przemoczyła nogi skacząc po kałużach - buty i spodnie wylądowały więc na kaloryferze.

JA LEDWIE ŻYJĘ!!! LUDZIE - WIOSNA IDZIE!!!! ZASYPIAM NA STOJACO!! aaaaaaa HURRRRAAAA! :)))) Pogoda cudna! Na dworze syf - podwórko mamy CZARNE od sadzy, pies wszystko wnosi do domu - oszaleć idzie.

Krokusy mi wylazły :)

W domu walczę z ciuchami - przyszła wczoraj paczka z ENDO - kurtki które kupiłam młodym (z myślą o wyjeździe w góry w przyszłym tygodniu) - przecena 70% - ze 170 zł przecenione na 60 zł - polecam szczerze bo jakościowo oni są bezkonkurencyjni - bluzy po Ani nosi teraz młody i nadal wyglądają jak nowe; inne ciuszki u nich na stronce też są teraz w przecenie - kupiłam im po kilka bluzeczek. Bałam się o rozmiarówkę ale trafiłam idealnie.

W pracy w piątek kończy mi się umowa. Ehm ehm ehm :) Wybieram sie na urlopek mały czwartek - piątek a potem od wtorku dalej. Tabelki mnie wykończą, mam nadzieję że koniec z tym powoli, wszak w teren trzeba ruszyć - dziś w pracy mówię do Ani której się u nas bardzo podobało - idź na weterynarię, zakuwaj 6 lat to może będzie ci dane pracować w IW i całe dnie wypełniać tabelki z salmonelli :)))) Heh :)

Dzieci ostatnio tak się dogadują i fajnie bawią że szok. W końcu zaczynają doceniać swoją obecność.

Zadzieram kiecę i lecę - potwory kąpać.

sobota, 20 lutego 2010

Wiosny chcemy! :)

Później napisze więcej bo teraz się biorę za robotę.

czwartek, 18 lutego 2010

No co. Spać mi się chce i boli mnie głowa. To o czym mam pisać skoro nic nowego? :P
Od dwóch tygodni mam dzień świstaka. Janusz twierdzi że też ma.
Ja siedzę od tych dwóch tygodni nad tabelkami z salmonelloz - liczę te kury na wszystkie strony i nawet już mi się śnią i wciąż liczę i liczę.
I pomału zaczynam rzygać tą robotą . A jak dziś zadzwoniła taka jedna pinda i zapytała dlaczego mi się nie zgadzają sztuki kur w jednej tabelce z sztukami kur w drugiej to mi wszystko opadło.
Mam im wyjaśnienie na piśmie podać. A nie zgadzają się bo kurna jak się wstawi dziś do kurnika 15 tysięcy kur to za 30 tygodni będzie ich powiedzmy 14 tysięcy bo tak się dziwnie składa że codziennie kilka ich pada i jest to zupełną normą. Jakby jedna z drugą ruszyła czasem dupę i pojechała w teren zobaczyć jak taka kura wygląda to by może wiedziała o czym mowa ;)
Ja chyba przy tych tabelkach za dużo myślę - muszę się chyba udać na amputację mózgu to nawet może prosto do WIWu się nadam :D
Byłam dziś w schronisku i przy okazji załatwiałam z panem hotel dla Nikona na czas naszego wyjazdu w góry. Pan kierownik ma hotel przy swoim domu prywatnie. Ja już tego dupka chcę zobaczyć jak mu łyso będzie jak tam posiedzi.

Śnił mi się niedawno grzechotnik.
Uważaj w najbliższych dniach na groźne sytuacje - gonisz go : samotność.
No super.
I Pan A. mi się śnił hihi :))

poniedziałek, 15 lutego 2010

HERBATKI POSTI - testowanie rozpoczęte :) :
Jak potestujemy to coś napiszemy. Na razie mogę tylko powiedzieć że herbatka niesamowicie pięknie pachnie :)

Ostatnio ulubiona zabawa dzieci - to zabawa w psy. Chodzą w obrożach i na smyczy i domagają się aportowania i dawania łapy. Masakra vel perwersja :)
Dziś Ania krzyczy do mnie - mama a Mateusz je karmę od psa! - faktycznie, lecę - a on klęczy nad miską i suchą karmę chrupie. Ja w śmiech - wołam:
- Mati, wypluj to natychmiast!
- AHA! - odpowiada posłusznie syn - i wypluwa.
- Nie jedz tego więcej, a teraz szybko to popij!
- AHA! - odpowiada posłusznie syn - i bach na kolana - do psiej miski z wodą... padłam :)

Byłam dziś w terenie i jestem masakrycznie zmęczona - dopiero teraz wieczorem ze mnie to wylazło. Do tego mam gorączkę - tego już wogóle nie rozumiem bo nie mam żadnych dolegliwości.
Dlatego tezż kolejny dzień nic w domu nie będę robić tylko idę zaraz spać (z dziećmi :)

sobota, 13 lutego 2010

Może mi ktoś powiedzieć DLACZEGO MI SIĘ TAK CHCE SPAĆ od kilku dni??? Ja nie mogę - łażę jak śnięta ryba i nie mam siły ręki podnieść, w pracy nie mogę się skupić - czyżby to już zbliżało się ocipienie wiosenne??? :)))
Na razie zima w pełni - zasypało nas już tak że kompletnie nie ma miejsca na odrzucanie tego śniegu z wjazdu - po bokach bramy to mamy normalnie Himalaje :) I nadal sypie ...
Od poniedziałku na Śląsku zaczynają się ferie. My wybieramy się na jakiś wypad narciarski na początku marca (tj jest taki plan).
Dzieci były w piątek (z ojcem) u dentysty - Ania do obejrzenia krzywych jedynek i ew. lakierowania 6tek - jedynki zostawić w spokoju bo na 100% się same wyprostują, 6tki jeszcze mają kawałeczek do podrośnięcia - a więc na lakierowania ich (+mlecznych 5tek) za jakieś 2-3 tygodnie. Poza tym zęby idealne, nawet plamki na nich nie ma. Ciekawostka.
A Mat - był podobno taki dzielny że zszokował ojca - bez ani jednego piśnięcia pozwolił sobie wypełnić (z borowaniem!) 3 zęby na dole :) Jak otworzy buziaka to aż miło popatrzeć na ten dół. Na kolejny raz idzie góra. A na koniec pewnie przód - ale z tym to chyba wiele zrobić się nie da. Najważniejsze że trafiliśmy na dentystkę z niesamowitym podejściem i że młody się do niej przekonał - teraz łazi i się pyta kiedy pojedzie do pani doktor - tak mu się podobało :)
No i powiedzcie - dwoje dzieci tych samych rodziców - dwie stomatologiczne skrajności.
Miałam tu podlinkować zdjęcia Janusza w prasie ale nie wiem jakie adresy więc muszę poczekać aż wróci (a w robocie jest).
Aha - dziś wyrzucając kwiaty z wazonów miałam taki przebłysk: skojarzyłam fakt otrzymanego niedawno przez dzieci od babci mikroskopu - takiego zabawkowego, ale jednak działa :) oraz zakodowany 100 lat temu fakt "lęgnięcia się" w takiej wodzie od kwiatów pantofelków - no wiecie takich jednokomórkowych żyjątek znanych ze szkoły:)

Ja cię kręcę ale dziecko (tj Ania) miało radochę - bo nawet na takim niecałkiem profesjonalnym sprzęcie - choć nieco zmodyfikowanym przeze mnie - zamontowałam w nim źródło światła w postaci latareczki bo oświetlanie lusterkiem było niemal niewykonalne - można było obserwować jak pantofelki śmigają :) Oczywiście od razu zażyczyła sobie zakupienia jej prawdziwego mikroskopu :) No - ja myślę :)
Powinnam iść spać ale chyba przygotuję ciasto - obiecałam dzieciom na śniadanie ciepłe bułeczki drożdżowe nadziewane czekoladą. Powinien mnie czasem ktoś kopnąć w kostkę zanim coś obiecam.
Zalogowałam się na FACEBOOKu. Nie wiem po co ale co tam :)
CHOLERA - młody jakoś dziwnie kaszle - poszłam do niego, głowa tak mu się spociła że ma kompletnie mokre włosy! Łots ap???
Aha - mogę już chyba zanotować ze właściwie mamy go odpieluchowanego - sam lata na kibelek, nawet nie trzeba juz go pilnować, do spania oczywiście pielucha jeszcze jest ale juz np. z dziennej dzremki budzi się z suchą.
Teraz na tapecie odsmoczkowanie - puk puk drugą dobę nie miał paskudztwa w buzi i drugą nockę właśnie śpi bez. Mam nadzieję że mu tak zostanie bo na to obrzydlistwo już patrzeć nie mogę :)
A wogóle młody to cała historia, muszę go kiedyś nagrać jak śmiga na kompie bo by chyba nikt nie uwierzył :)
---------UPDATE poranny (niedziela)---------->>>

środa, 10 lutego 2010

Fragment z jednej z moich ulubionych książek - zagadka - z jakiej? :))

Siadłem przy biurku i przejrzałem wszystko, co na nim leżało. Przeważnie rzeczy Phoebe, jej szkolne zeszyty, podręczniki i tak dalej. A najwięcej książek. Na wierzchu tom pod tytułem: „Arytmetyka to zabawa”. Otworzyłem tę książkę i na pierwszej kartce zobaczyłem napis:
Phoebe Weatherfieid Caulfieid
[...]
Phoebe ma zawsze tysiąc notesów. W życiu nie widziałem dziecka, które by gromadziło tyle notesów co ona. Otworzyłem pierwszy z brzegu i zajrzałem na pierwszą kartkę. Było tam napisane:
"Bereniko, musimy się spotkać w kloklo, mam coś szalenie ważnego do powiedzenia! "
Na pierwszej kartce tylko tyle. Na drugiej było więcej.
"Dlaczego w południowo-wschodniej Alasce jest tak dużo wytwórni konserw? Ponieważ jest tam mnóstwo łososi. Dlaczego rosną tam tak bujne lasy? Ponieważ klimat jest odpowiedni. Co zrobił nasz rząd, by ułatwić życie Eskimosom na Alasce?
Nauczyć się tego na jutro!!!
Phoebe Weatherfieid Caulfieid
Phoebe Weatherfieid Caulfieid
Phoebe Weatherfieid Caulfieid
Phoebe W. Caulfield.
Wielmożna panna Phoebe Weatherfieid Caulfield.
Proszę cię, podaj dalej do Shirley!!!
Shirley, powiedziałaś, że jesteś urodzona pod Strzelcem, ale to nieprawda, bo pod Bykiem. Jak do mnie przyjdziesz, przynieś koniecznie łyżwy. "
Tak siedząc przy biurku D.B. przeczytałem notes Phoebe od deski do deski. Nie potrzeba było na to wiele czasu, zresztą lubię takie rzeczy, dziecinne notatki małej Phoebe czy innego pętaka mógłbym czytać dniem i nocą. Szalenie mi się podobają.

Mam dokładnie to samo - choć wkurza mnie niewyobrażalnie to bałaganiarstwo, kiedy syf na Aniowym biurku osiaga punkt krytyczny - bardzo lubię robić jej na nim porządek - te jej karteczki, karteluszki, notesiki, rysunki, wyklejanki, koraliki, gazetki, jednorożce, kredki ... i cały ten dziewczyński klimbim :)

-------------------------------------------------------------------------------------------------
Postanowiłam sobie niedawno że będę wynotowywać sobie ku pamięci książki które przeczytałam i moje subiektywne!!! uwagi na ich temat.
No więc przeczytałam ostatnio Szafranowe niebo - Lesley Lokko:


Choć zaczynała i zapowiadała się ciekawie - bardzo szybko zamieniła się w nudne i masakrycznie źle przetłumaczone flaki z olejem - bagatela 592 strony - (w zamyśle autorki - saga) coś jakby nowa wersja "Pogody dla bogaczy", gdzieś tak od połowy książki bez pomysłu na ciąg dalszy rozpoczętych wątków. Miałam problem dobrnąć do końca.
Generalnie książka z działu "nic nie wnosząca", powierzchowna i nudna :)

Dziś przytargałam z biblioteki następną jakąś niby babską (czy chce pani taką bardzo mądrą książkę, czy taką trochę luźniejszą? /pani bibliotekarka wie że nie czytam: romansideł, horrorów, kryminałów, trillerów - jestem więc trudna w obsłudze/ nieee - no bez przesady - aż taka mądra nie musi być - po siedzeniu cały dzień w mądrościach ustawodawczych hehe chcę się trochę odmóżdżyć :))).
No zobaczymy ale po pierwszym rozdziale coś mi zalatuje tandetą :)

wtorek, 9 lutego 2010

Pierniki zostały dziś oficjalnymi testerami firmy Posti.
Czekamy na przesyłkę :) Będziemy testować herbatki dla dzieci.


Ja jestem wstępnie zainteresowana herbatką dla bystrzaka, a Janusz dla mistrza :))))
A tak serio to ta dla mistrza zainteresowała mnie w aspekcie tej higieny jamy ustnej - dla Mateusza który nadal pije spore ilości herbaty w nocy.
Elementem zabawy w której bierzemy udział jest opisanie naszych wrażeń testerskich u nas na blogu - no to napiszemy kiedy spróbujemy :)
A Was zapraszamy na ich stronkę gdzie jest fajna gierka :)

http://www.herbusie.pl/

I tyle.
Siedziałam dziś w pracy CAŁY DZIEŃ nad kolejną tabelką nt. salmonelli u niosek w 2009 r.
Wersja nr 3903948.
Zaczynam popadać w obłęd. Ha!
Jutro Katowice ;)

***
A jutro - 10 lutego
- Światowy Dzień Przytulania!!!
zróbcie użytek z tej wiedzy kochani ... :)

niedziela, 7 lutego 2010

Urodzinowe ciasto do pracy - "Ananasek z kokosem". To miało być zwykłe ciasto a wyszło mi widać co - nic tylko gromnicę w to wsadzić :))))


Rodzina się na mnie obraziła "no jo - do pracy to torta zrobiłaś a dla nas nic ..." - chyba muszę im dać go spróbować bo będzie haja :)

sobota, 6 lutego 2010

Niektórzy w pracy śmierdzą świniami, a niektórzy ...

Heh .... :)
Czyż nasze polskie góry nie są piękne?
Wyjazd się bardzo udał - bo pogoda dopisała - obejrzałam zdjęcia b. fajne.
Dziękuję Wam wszystkim za życzenia urodzinowe!!!
Jestem starsza ale duchem coraz młodsza :)
Internet nam wczoraj padł - tj spalił się zasilacz od neostrady - więc wieczór miałam dziwny - bo ani do nikogo gęby otworzyć ani do kompa pogadać :)
Zrobiłam więc sobie porządek w moim kuferku - tj poukładałam wszystkie klamoty, dzieciaki miały dziś mega radochę z zabawy .... guzikami. No i trochę podziubałam z igłą i maszyną. Skończyłam m.in. mój woreczek na lawendę - w końcu :) Muszę jutro wziąć w obroty aparat.
Dziś większość urodzinowego dnia spędziłam na sprzątaniu...
Nie wiem czy pisałam - ale chyba nie - wczoraj cały prawie dzień myłam dwa okna w sypialni które myłam ostatnio chyba z rok temu. To była normalnie masakra - jeśli ktoś miał do czynienia z sadzą z komina to wie o co chodzi ...
Na jutro nie mam obiadu - ale co tam - raz do roku mi się należy - zarządzam obiad w knajpie :)

piątek, 5 lutego 2010

Przyjechał kurier i przywiózł mi 25 kg paczkę do Rodziców - urodzinową :)
Oczywiście dzieciaki też zostały obdarowane .
Elementy prezentu które mnie NAJbardziej ucieszyły (bo oczywiście ucieszyło mnie wszystko szczególnie że nie obchodzę urodzin :))):) - kufer na moje krawieckie szpargały!!!!! guziki!!!! Szmatki!!!! :)))) No i oczywiście STOCK :):

czwartek, 4 lutego 2010

Nie do wiary!
8.45 - oba dzieciory śpią! To już dawno im się nie zdarzyło :)))
Próbuję odpalić tego blipa ale nie ma szans się tam zalogować ... idę sprzątać - ale zaraz wracam i będę pisać elaborat :D
_________________________________________________________________

No dobra.
Dzieci śpią – nie do wiary – to zbyt piękne aby było prawdą :)
Ogarnęłam trochę to co się dało, pralkę zapuściłam, zmywarkę opróżniłam – jutro czeka mnie sprzątania ciąg dalszy – to co dziś się tu działo to ja już nie nazwę chlewem bo powiem szczerze, że widziałam co najmniej kilka chlewów w których panował większy porządek niż u nas w domu po naszym dzisiejszym powrocie z Auchan’a.
A pojechałam tam z dziećmi – jak łatwo się domyśleć była to cała wyprawa – do sklepu zoologicznego po nowe akwarium dla żółwi. Jeśli ktoś pamięta chyba rok temu kupiliśmy dwa żółwie wielkości monet 5 zł – dziś mają wielkość i wagę hmmm kostek masła i w starym akwarium zwyczajnie się męczyły – było już za ciasne. Nie mogłam już na to patrzeć a więc od dawna nosiłam się z zamiarem tego zakupu – kupiliśmy cały zestaw – bo i filtr większy był potrzebny, pokrywa z światłem – a w zestawie było taniej – do tego dwa welony (po jednym dla każdego dziecka) i glonojada, jakieś roślinki – żeby to stare małe akwarium zagospodarować rybkami (na życzenie dzieci) – i nawet nie pytajcie ile za to wszystko zapłaciłam bo aż mi się słabo zrobiło jak mnie podliczyli (hmmm kilka-set zł!!!!) – no ale co zrobić –zwierzaki skoro już są - się nie mogą przecież męczyć.
Potem powrót i pół dnia instalowałam te akwaria – mimo wielokrotnego płukania nowego żwiru – i tak zamętnił nam wodę – ale w tym mniejszym widzę że już filtr ją przeczyścił, w dużym z żółwiami jeszcze trochę mu zostało. Jutro zrobię zdjęcie.
A w ogóle co to jest za odmiana „w akwariumie”??? Bo mnie się w sklepie babka pytała w jakim akwariumie mam te żółwie i nie wiedziałam o co jej chodzi :)))
Dzieci oczywiście doprowadzały mnie do osłabienia „pomaganiem” oraz później karmieniem tej całej trzody. Oraz syfieniem – bo skoro ja byłam zajęta tymi cholernymi akwariami to one robiły co chciały.
Nie pojechaliśmy z Januszem bo tak: wszystko to było zbyt „na wariata” jak dla mnie – zero czasu na spakowanie się itd. – ja tam mogłabym w jednych spodniach jechać ale oczywiście nie wyobrażałam sobie jechać ze starym do Zakopca w takich pięknych zimowych okolicznościach przyrody I ZOSTAWIĆ BIEDNE DZIECI NA WSI!!!!! :) - więc jeśli wyjazd to tylko i wyłącznie z nimi. Chore conie? Ale co poradzę na to że tak mam – nie lubię ich zostawiać pod czyjąś opieką jak naprawdę nie muszę – nie że nie ufam opiekunowi że się nimi źle zajmuje – tylko że mam wyrzuty sumienia że swoimi obowiązkami (tj dziećmi) obarczam kogoś.
Poza tym nie miałbym sumienia – hmmm jeździć na nartach na przykład mając świadomość że dzieci też chętnie poszalałyby na śniegu, a w tym momencie siedzą np. na trzecim piętrze kamienicy w Gliwicach i gapią się w TV.
No więc wyjazd z dziećmi – a więc przygotowania do wyjazdu, pakowanie itd. Wymagałoby więcej niż wrzucenia jednych spodni do torby i tylko jeden wieczór na to wszystko.
Poza tym okazało się że jest problem z noclegiem – w tym sensie że agencja Janusza była gotowa zapłacić – ale był problem ten nocleg załatwić, tj znaleźć tak „na jutro” wolny pokój gdzieś – wszak środek ferii zimowych. On się gdzieśtam przekima - choćby w śpiworze :)
Poza tym był jeszcze problem z psem – wymyśliłam że można by go na te 3 dni dać do hotelu psiego (żeby nie angażować do opieki nikogo z rodziny, sąsiadów czy znajomych) – powiedzieliśmy temu głupkowi „pójdziesz do schroniska – i zobaczysz jak tam ci fajnie będzie” (hotel jest przy schronisku) – i wierzcie lub nie – na drugi dzień rano pies się rozchorował. Leżał, ani ręką ani nogą, łeb zwieszony, wzrok mętny, ledwo się ruszał ... no to koniec – hotel odpadł – przecież nie damy chorego psa (któremu nawet jeszcze nie wiadomo co jest) do hotelu. I wyobraźcie sobie że jak już zdecydowałam że nie jedziemy i powiedziałam kundlowi że nie pójdzie do schroniska – pies nagle ozdrowiał. Ciekawostka!
No więc stwierdziłam – stary jedź sam – bo i problemy techniczne z wyjazdem a poza tym nie uśmiechało mi się szlajać po Zakopanem samej z dwójką dzieci – podczas kiedy J. będzie zajęty pracą. Bez sensu. To już lepiej wolę pojechać na jakiś dłuższy weekend bez zobowiązań pracowych i tak żebyśmy mogli razem spędzić ten pobyt i zająć się relaksem a nie robotą.
No a a’propos tej pracy – zastanawiałam się długo czy w ogóle mogę o tym pisać – bo jeśliby ktoś przypadkiem poczytał (z „klientów”) to byłoby głupio itd. – ale stwierdziłam że no bez przesady – o mojej pracy za dużo pisać nie mogę, o Janusza pracy też nie – to za chwilę w ogóle pisanie bloga straci sens.
No to dawaj:
J. Od jakiegoś czasu nawiązał współpracę z pewną agencją z Warszawy – taką co to sprzedaje zdjęcia do gazet typu "kolorowe szmatławce":)
Działa to tak że oni wymyślają temat (albo mają zlecony od którejś z gazet) – zlecają zrobienie takiego tematu jednemu z współpracujących z nimi fotografów – on to robi – oni sprzedają te zdjęcia którejś z tych gazet (lub kilku) negocjując jak najlepszą cenę – i to co skasują dzielą na pół – ½ jest dla nich a ½ dla fotografa. Fotograf więc dostaje gotowy temat – często już umówiony, namiary, numer telefonu jeśli trzeba się z „obiektem” umówić osobiście, pokrywają koszt dojazdu, opłacają nocleg jeśli trzeba - robi te zdjęcia i wysyła do agencji – i to jest cała jego rola. Nie użera się z szukaniem klientów, negocjacjami itd. – bo to robi agencja. On tylko po wszystkim dostaje kasę :) A kasa jest niemała – stawki w gazetach lokalnych na ten przykład przy tych pieniądzach agencyjnych to jest śmiech na sali – dla przykładu np. – jak jest dobry temat to ostatnio J. potrafi w jeden dzień zarobić tyle ile ja zarabiam przez cały miesiąc (8-h/5 dni/tydz) pracy... Tylko żeby tych zleceń było odpowiednio dużo (co jest podstawowym problemem w tej branży) to można normalnie na pieniądzach spać.
I o to chodzi – cieszę się że tak się w końcu dzieje że J. właściwie tym co sam sobie wypracował – umiejętnościom i własnym układom – bez pomocy kogokolwiek – doszedł do takiego miejsca w którym można w końcu zacząć żyć z fotografii. Bo te wszystkie chałtury weselne i inne pierdoły to naprawdę jest nic. Media typu brukowce – to jest kasa! :)
Tylko środowisko to jest tak hermetyczne i tak trudno się tam dostać, że fakt że mu się udało to już sukces sam w sobie.
Gdyby nie fakt wieloletniego bycia pod kreską i sporych zaległości finansowych których się „dorobiliśmy” przez te lata – już teraz zaczęłoby nam się żyć całkiem fajnie ;) - ale i tak jest dobrze – bo najważniejsze to fajne perspektywy i to że widać że idzie się do przodu, a co najważniejsze że robi się coś naprawdę ciekawego, to co się lubi, ma się z tego satysfakcję – Janusz wiele razy mówił że sam jeszcze nie może uwierzyć że robi w tej chwili to o czym kiedyś marzył, a właściwie nawet nie miał odwagi marzyć bo wydawałoby mu się to nieosiągalne, robi to co lubi, robi to co wie zże potrafi robić, i jeszcze z tego wszystkiego dostaje w końcu uczciwe pieniądze. Czego tu chcieć więcej.
Do tego dochodzi to hmmm... pływanie w światku „ludzi medialnych” – obcowanie z gwiazdami, ludźmi telewizji itd. – to co dla zwykłego śmiertelnika – typu mnie :D – jest w sferze wyobraźni – dla takiego fotografa to chleb powszedni – szczerze mówiąc nie chciałabym musieć obcować z tymi ludźmi (hehe) bo dla mnie to oni wszyscy są hmmm "kosmitami" ;)– i wcale mi się nie uśmiecha towarzyszyć mu w jakichś spotkaniach "półzawodowych" (nie wspomnę już o ostatnich pomysłach mojego męża - zapraszania tych ludzi do nas do domu aaaaaaaa!!!), ale skoro J. to pasuje i sprawia mu radochę to czemu nie? I jak dzwoni telefon, on odbiera gada z kimś mu dobrze znajomym, a potem mówi „Ania dzwoniła” (jaka Ania? – no – Popkowa. Aaaa....) albo „Piotrek dzwonił” (jaki Piotrek? Noooo! Jak Anioła Głos no! :))) – to jest takie trochę dziwne. Ale i fajne conie?
Dziś jest w tym Zakopcu właśnie w związku z panią P.– tj był z p. Anią na skuterach i innych zimowych ekscesach.
Dlatego też – nie uśmiechało mi się tam jechać – bo co – on za p. P. by latał a ja z dwójką dzieci sama bym się po Zakopcu szlajała? Eeee – bez sensu – niech on bez nas czyli ogonów – spokojnie zarabia ;) a pojedziemy sobie później na kilka dni gdzieś w góry – na pełnym luzie i relaksie (wzięłam teraz na 2 dni urlop bo jak J. wyjeżdża o nie mamy co zrobić z młodym).
J. przy okazji robi inne interesy bo w międzyczasie klepie stronki m.in. dla osób poznanych przy okazji sesji foto, dla fajnego (stałego) klienta z Danii (który b.b.b.b.fajnie płaci - w euro) też klepie ... :) -a wiec ogólnie kręci się świetnie – nigdy jeszcze tak fajnie nie było chyba – aż się boję tego że coś za fajnie jest - pewnie za chwilę zrobi się zastój i zęby w ścianę – bo zazwyczaj tak bywało... zazwyczaj też jednak styczeń i luty były najbardziej kryzysowymi w naszym budżecie domowym .... może los się odwrócił chociaż na chwilę? :) CHWILO TRWAJ! :)))
Ale co tam – najważniejsze, że zdrowi jesteśmy a z resztą jakoś to będzie. Cieszyłabym się gdyby chociaż chwilę jeszcze tak potrwało bo może dalibyśmy radę powolutku zrobić coś z naszym poddaszem – bo dzieci rosną i fajnie by było zrobić im te pokoje dawno już zaplanowane. I meble wymienić bo na naszą kanapę to już patrzeć nie mogę!!!!!!!!!!!!!!!! :)))
I związku z tym jak posumuję ostatnie lata – choćby z powodu tej pracy naszej – choć jak wiemy chwilę trzeba było na to poczekać i co podkreślę - zapracować! - każde z nas ma co robić i robi to co lubi :) - mieszkamy w domu na wsi tak jak zawsze chcieliśmy (że wymaga kupę pracy to inna sprawa ;) - i to mieszkanie na wsi - szara codzienność tak zwana - palenie w piecu, koszenie trawy, dojazdy itd - nas nie rozczarowało jak narazie - decyzja o przeprowadzce tutaj okazała się być jednak strzałem w dziesiątkę!!!! :)

środa, 3 lutego 2010

Biaaało bo nas zasypało - pięknie jest pod warunkiem że nie trzeba dojechać gdzieś do fermy na końcu świata bo z pól tak zawiewa że nawet jak nie pada akurat to i tak zaspy na drodze. Ale w końcu zima conie? :)
No i - w zimowej tonacji - pracowy obrazek (z komórki dlatego taki kiepski ;) - tak wyglądają te udka i piersi zanim trafią na tacki do hipermarketu:

Janusz jedzie do Zakopca sam - ja zostaję w domu - tj urlopek mam na dwa dni bo jak on wyjeżdża to nie mamy co z młodym zrobić - bo dzieci, bo pies, bo pogoda niepewna ... no wiadomo - taki lajf :)

*******
TYLKO NIE NAKABLUJCIE MOJEJ TEŚCIOWEJ :))))) - zarządziłam dziś dzieciom dzień dziecka do sześcianu - mogły iść spać bez mycia, na kolację zjeść lody i czipsy oraz obiecałam spełnić każde ich życzenie ale tylko po trzy na łebka :) Nie miały zbyt wygórowanych - jak na razie wykorzystały tylko po jednym - każde chciało buziaka ;)

Szukam fajnych krzyżówek dla dzieci i innych PROSTYCH zabaw literkowych do podrukowania - może ktoś ma jakąś ciekawą stronkę to poproszę o namiary :)
Kupiłam ostatnio Ani gazetkę SUPEŁEK (taka gazetka z krzyżówkami i łamigłówkami) i naprawdę szczerze polecam (cena chyba jakieś 3 zł :))) - przypomniały mi się czasy kiedy namiętnie rozwiązywałam krzyżówki i wysyłałam rozwiązania żeby coś wygrać - tonami - NIC NIGDY nie wygrałam :)))))
Gdybym miałą czas to sama bym jej narysowała jakieś zadania ale jak narazie na nadmiar wolnego się w moim życiu nie zanosi ...;)

poniedziałek, 1 lutego 2010

Stary dzwoni dziś do mnie do pracy wielce podekscytowany - agencja wysyła go na zdjęcia do Zakopanego i musi tam być conajmniej dwa dni a więc zostać na noc, raczej w tygodniu a nie w weekend - agencja pokrywa koszt noclegu dla niego i ŻONY :)
No więc mam załatwiać sobie urlop np na czwartek i piątek. No bo wiecie - dwudniowy wypad, zima, góry, śnieg, narty, w zamyśle przy okazji pracy wypad na narty we dwoje ... w pracy właściwie jak narazie nie byłoby przeszkód żeby ten urlop na koniec tygodnia wziąć...
Zagadka - jaka jest moja reakcja?

Tak mi się dziś chce spać że masakra. A krzyżyki czekają na skończenie.

Bal się udał a ja ZAPOMNIAŁAM zrobić Ani zdjęcie w roli królowej. To normalnie niewyobrażalne i niedopuszczalne! :)

Dzieci dostały od dziadków książkę z ambitnymi bajkami - mądrościami filozofów i z morałem.
No to siadamy przed spaniem i czytamy pierwszą ze środka:

EZOP:
Lisica i żmija.
Pod drzewem figowym, na skraju drogi leżała śpiąca żmija.
Przechodząca tamtędy lisica pozazdrościła gadowi długiego i wyciągniętego ciała. Postanowiła więc położyć się wzdłuż boku żmii i postarać się dorównać jej długością.

Wyciągnęła się, jak tylko zdołała, jednak wysiłek, jaki w to włożyła, spowodował, że się rozerwała.
Morał: Nie staraj się robić tego, do czego brakuje ci predyspozycji.


:)))))))))))))))))))))) - wpadłam pod łóżko :) no i podziękowaliśmy panom mędrcom :) Przeczytaliśmy Czerwonego Kapturka :)